Udostępnij

Pod cienkim płaszczem była naga. Drżała.
Silne dłonie trzymały ją za ręce i prowadziły w stronę czarnej limuzyny. Czuła jak emocje osaczają ją, zabierając od niej wszelkie inne doznania.
Pomimo niepewności i zdenerwowania, nie sprzeciwiała się temu i ufnie szła ku niewiadomemu, które wabiło ją od dawna.
Po chwili siedziała w środku samochodu. Sprawne dłonie zawiązały na jej oczach opaskę. Poczuła się nieswojo, ale po chwili to uczucie ustąpiło i jej głowa oparła się na siedzeniu auta.
Spróbowała uspokoić oddech.
Jechali w milczeniu. Czuła z boku czyjąś obecność, ale nikt nie odezwał się do niej nawet słowem. Pomimo, że miała na sobie tylko płaszcz, czuła kolejne fale gorąca. Krople potu parły w dół po jej kręgosłupie.

Limuzyna zatrzymała się i te same dłonie chwyciły ją ponownie. Z ich pomocą wyszła z samochodu. Poczuła powiew chłodnego powietrza na twarzy. Nie wiedziała, gdzie jest i co za chwilę się z nią stanie.
Krew wrzała w jej żyłach. Spieczone usta układały się w delikatny uśmiech.
Znów była prowadzona. Usłyszała skrzypnięcie drzwi i po chwili poczuła ciepło. Była w pomieszczeniu. Zaraz potem zdjęto jej opaskę z oczu i oślepiło ją światło.
Była w dużym holu, w którym dominowały ogromne, drewniane schody. Popchnięta zachęcająco w ich stronę, weszła na nie, podekscytowana i drżąca.
Na końcu schodów czekał na nią korytarz. Niepokojąco długi i zaciemniony, nasycony tajemniczością.
Czuła, ze z każdym kolejnym krokiem uczynionym w stronę końca korytarza, jej ciałem wstrząsa nowy zastrzyk adrenaliny.
Była mniej-więcej w połowie korytarza, gdy dostrzegła na jego końcu ogromne drzwi, z dwoma skrzydłami. Dzielący ją od nich dystans przeszła, myśląc tylko o tym, co jest za nimi.
Gdy stanęła przed nimi miała wrażenie, że korytarz za jej plecami wypełniony jest dudnieniem jej serca.
Czuła się tak, jakby za chwilę miała zemdleć.

Wyciągnęła powoli dłoń i nacisnęła klamkę, jednocześnie popychając drzwi. Otworzyły się lekko i szeroko, do końca.
Spojrzała za nie, ale dostrzegła tylko… ciemność.
Z lśniącym wzrokiem, niczym maszyna działająca zgodnie z instrukcją, rozpięła płaszcz i pozwoliła mu zsunąć się z siebie.
Była naga i rozpalona. Drżąc, przekroczyła niewidzialny próg drzwi i zanurzyła się w mrok.
Przestała widzieć i słyszeć.
Nagle, w atramentowym mroku, na swoim ciele poczuła dotyk dłoni, która zaczęła je pieścić. Za chwilę dołączyły do niej kolejne, a po kilku minutach miała wrażenie, że jest ich setki.
Obudziły w niej rozkosz. Jej ciało poddawało się im niczym glina palcom rzeźbiarza, a podniecenie rosło z każdą sekundą.
Gdy jedna z dłoni sunąc w górę, po udzie, zanurzyła się w jej szparce, z jej gardła wydobyło się ciche westchnięcie.
Po chwili w ciemności słyszała już tylko swój powracający z coraz większą siłą jęk. Miała wrażenie, że ciemność rozpadnie się pod wpływem jej krzyku, gdy nagle wszystko ustało…

Dagmara obudziła się cała spocona. To był sen. Ten sam, który powraca do niej od jakiegoś czasu i nie pozwala później, zapomnieć o sobie przez cały dzień. Realistyczny, podniecająco prawdziwy. Czuła, że pod cienką satynową koszulką pali ją całe ciało. Była podniecona i zła, bo sen zawsze kończył się w tym samym miejscu, pozostawiając ją drżącą i niezaspokojoną.
Dagmara odrzuciła cienką kołdrę na bok i poszła do kuchni, żeby łyknąć odrobinę wody. Jej złocistorude loki przylepiły się jej do karku, policzków i czoła. Z jej zielonych, zasnutych snem oczu przebijał się tajemniczy blask.
Woda ostudziła nieco jej emocje, ale na policzkach wciąż czerwieniły się i piekły rumieńce podniecenia.
Jest taka teoria, że sny są odpowiedzią na to o czym często myślimy, na nasze pragnienia.
„ Jeśli tak, to jesteś opętana i zboczona!” – mruknęła do siebie pod nosem Dagmara. Ziewając, wróciła do łóżka, poszukać snu na resztę nocy.

**************************************************************************

Mała kawiarenka przeżywała oblężenie klientów. Dagmara siedziała przy niedużym stoliku ze swoją przyjaciółką – Anetą. Poznały się na studiach i od tamtej pory zacieśniały więzy przyjaźni. Dagmara była świadkiem na ślubie przyjaciółki i uważała, że Janusz – mąż Anety – jest jednym z ostatnich prawdziwych facetów. To była jedyna rzecz jakiej zazdrościła przyjaciółce.
W tej chwili tematem ich rozmowy były sny Dagmary.
– Mówisz, że wracają co jakiś czas? – dopytywała się Aneta.
– Tak. Ostatnio z coraz większą częstotliwością. – padła odpowiedź.
Siedziały przez chwilę w ciszy.
– Właściwe, to nie rozumiem… twojego problemu. – przyznała się Dagmarze, przyjaciółka.
– Jak to?
– Przecież, to super sny! – zaśmiała się Aneta. – Jeśli możesz to wypożycz mi je na jakiś czas.
Śmiejąc się sięgnęły po filiżanki z kawą.
– Nie ma mowy! – powiedziała Dagmara chichocząc. – Ale, Aneta powiedz mi… czy ze mną wszystko jest w porządku?

Przyjaciółka spojrzała na nią. W jej oczach zamigotały wesołe ogniki.
– Nie! Jesteś zapracowana i zmęczona. Nie masz czasu na rozrywki, między innymi też na… seks. – tłumaczyła Dagmarze. – Stąd te sny i tyle. Potrzebujesz urlopu z porządnym bzykaniem w tle.
– Jasne. Dzięki pani doktor. – na twarzy Dagmary pojawił się kwaśny uśmiech. – Mogę zejść z kozetki?
– Oczywiście! – znów śmiały się obydwie. – Jeśli chcesz mniej wyszukanej diagnozy to powiem ci, że… masz zajoba na punkcie seksu. Leczy to się tak samo.
– Dzięki.
– Nie ma za co. Od czego ma się przyjaciół. – Aneta spojrzała na zegarek. – Kurczę, Dagma, muszę lecieć, obiad w stanie surowym, a samiec wraca niedługo do domu. Trzymaj się i nie przejmuj.
Przyjaciółka wybiegła z kawiarenki, zostawiając ją samą, z niedopitą kawą i kłębiącymi się myślami.

Z kawiarenki do domu Dagmara miała coś koło kilometra. Postanowiła zrobić sobie spacer i przemyśleć wszystko jeszcze raz.
Zapewne Aneta trafiła w sedno! Dagmara miała trzydzieści jeden lat i była bardzo atrakcyjną kobietą. Złocistorude włosy otaczały twarz o barwie porcelany, zielone oczy zdradzające skłonność do wesołości i mały nosek przyprószony bladymi piegami. Była niezbyt wysoka, jej figura stwarzała wrażenie kruchości, ale w tej niepozornym ciele kryła się dusza silna, dumna i niezależna.
Pochodziła z rodziny, gdzie nie brakowało przysłowiowego ptasiego mleka, ale po studiach postanowiła własnymi siłami dojść do czegoś i w krótkim czasie okazało się, że dopnie swego.

Trafiła do zagranicznej firmy, która właśnie powstawała w Polsce i krok po kroku, dzięki pracy i talentowi, wspinała się na kolejne szczeble w hierarchii. Nieco ponad rok temu ostatni awans sprawił, że nad sobą miała już tylko cztery osoby, z samego szczytu. Zarabiała cztery razy więcej niż potrafiła wydać w miesiącu, lecz nie miała czasu na wydawanie. Za Ryszardem Ochódzkim – bohaterem kultowego filmu – mogła powtórzyć, że awans niewątpliwie miał swoje plusy, ale chodzi o to, żeby te plusy nie przysłaniały nam minusów. A te także były! Dagmara spędzała w firmie po dwanaście godzin, nie mając czasu na życie prywatne. Ostatni raz związana na dłużej z facetem była wieki temu. Miała wrażenie, że było to w epoce jurajskiej.

A przecież, lubiła towarzystwo mężczyzn, tę swoistą grę zwaną flirtem, a nade wszystko uwielbiła seks. Jak misio miód. Inni wypierali się tego, ubierali to w piękne słowa i tłumaczyli naukowymi teoriami, a ona zawsze potrafiła się przyznać, że nie ma to jak… porządne bzykanie.
Teraz jednak nie miała na to czasu, tkwiąc w pułapce awansu, a poza tym doszła do wniosku, że w jej środowisku naturalnym brak facetów, którym mogłaby się oddać bez zastanowienia, z zastanowieniem zresztą też.
Pozostały jej tylko powracające co jakiś czas sny, dlatego uważała, że Aneta ma rację. Lukę jaka powstała w jej życiu z powodu braku czasu i nadmiaru obowiązków, jej mózg postanowił zapełnić w taki, a nie inny sposób.
Nie pozostawało jej nic innego, jak przejść nad tym do porządku dziennego i czekać na kolejny powrót sennego seansu. Może następnym razem nie skończy się w tym samym miejscu.

Idąc i rozmyślając dotarła do domu. Na klatce schodowej zerknęła do swojej skrzynki na listy. Była tak pełna, że Dagmara była ciekawa, jak listonosz ją zamknął. Wyciągnęła jej zawartość i wsunęła pod pachę.
Jadąc windą na piąte piętro myślała o tym, że jest potwornie głodna, ale zarazem, absolutnie nie ma siły, żeby krzątać się w kuchni.
„ Cholera, dziś chyba przyśni mi się Baba Jaga!” – pomyślała o tym, co kiedyś mówiła jej babcia, żeby nakłonić ją do zjedzenia czegokolwiek na kolację.

Na miano kolacji zasłużyły dzisiaj dwa banany i mocna kawa. Substytut, palce lizać. Dagmara siedziała nad niedopitą kawą i patrzyła na towarzyszkę swoich ostatnich – od bardzo długiego czasu – kolacji i śniadań, kotkę – Silver, która potrząsając swoim srebrzystoszarym łebkiem, rozprawiała się ze swoja porcją kociego pokarmu.
„Powinnam siedzieć teraz naprzeciwko miłego i przystojnego faceta i patrząc mu w oczy, szukać w nich zachwytu i pożądania!” – pomyślała Dagmara z irytacją.
Odpowiedzią były tylko ciche pomruki zadowolenia Silver.
– Dobrze, że chociaż ty jesteś zadowolona! – rzuciła w stronę zwierzaka.

Przed pójściem do łazienki, Dagmara postanowiła przejrzeć stos poczty, sterczący oskarżycielsko ze stolika. Były tam prenumerowane przez nią gazety, dwa rachunki i awizo, a poza tym cała masa ulotek reklamowych. Już miała wyrzucić te śmiecie, gdy jedna z nich przykuła jej uwagę.
Dagmara wyrzuciła pozostałe reklamówki do kosza i usiadła wpatrując się w tę, która ją zainteresowała. Nie wiedziała co o niej myśleć, ale na wszelki wypadek, niech poleży sobie na szafce w przedpokoju. Koło wazonu, z lekko przywiędłymi frezjami.
Pora na kąpiel, a potem… do łóżka. Razem z panią Grocholą i jej najnowszą książką. Ciekawe, czy dzisiaj Morfeusz zza pazuchy wyciągnie dla niej znów, ten sam sen.

**************************************************************************

Wszystko było jak zawsze. Jeśli się różniło, to niewielkimi szczegółami. Limuzyna była czarna, podobnie jak opaska, którą przepasaną jej oczy. Siedząc na tylnym siedzeniu auta, czuła milczącą obecność dwóch atrakcyjnych, młodych dziewczyn.
Samochód połykał kolejne odcinki drogi, dzielącej ją od nieznanego. Budziły się uśpione emocje, otwierając swoje nieistniejące powieki i wypełniając ciało Dagmary przyjemnym, ciepłym dreszczem.

Auto zatrzymało się mniej-więcej po godzinie jazdy, a gdy po kilku minutach ściągnięto Dagmarze z oczu opaskę, przekonała się, że jest w wypełnionym ciszą wielkim holu, jakiegoś domu. Kilka zapalonych na ścianach kinkietów dawało niewiele światła i wprowadzało atmosferę tajemniczości. Dagmara z pełna ciekawości, ostrożnie, ale ufnie zaczęła wchodzić na potężne, drewniane schody, które w większości wypełniały hol.
Na szczycie schodów czekał na nią korytarz, długi i wyścielony krwiście czerwonym dywanem. Światła było tu jeszcze mniej, tak, że Dagmara ledwie zauważyła potężne drzwi na jego drugim końcu. Jej dwie milczące towarzyszki wskazały jej lekko uchylone drzwi do małego pomieszczenia.

W środku była tylko mała zamknięta szafka, krzesło i lustro. Na oparciu krzesła była przewieszona cienka, czarna peleryna. Tylko.
– Przebierz się! – powiedziała jedna z dziewczyn.
Były to pierwsze słowa jakie usłyszała z ich ust, odkąd podjechały pod jej dom, by ją tu zabrać. Sekundę później Dagmara była już sama. Poczuła kolejną falę emocji i podniecenia na myśl, że będzie ubrana tylko w ten cienki, mocno przezroczysty kawałek materiału. Przebrała się najszybciej, jak potrafiła.
Chłód rozszedł się po jej nagim ciele, przykrytym tylko cienką peleryną, wywołując gęsią skórkę. Pomimo to, w środku Dagmara czuła jak pali ją ogień podniecenia. Oddychała płytko, serce kołatało coraz szybciej, jakby za chwilę miała dostać zawału.
Usłyszała jak ktoś wchodzi do pokoju i rozpoznała jedną z dziewczyn, z którymi tu przyjechała. Zobaczyła w jej dłoni, znajomy skrawek materiału, który po chwili znalazł się na jej głowie, zasłaniając oczy.

Dziewczyna wyprowadziła ją z pokoju na korytarz i delikatnym pchnięciem wskazała kierunek, w którym ma iść. Dagmara czuła, nie… wiedziała, że idzie w stronę wielkich drzwi, które widziała, gdy tylko weszła na piętro. Kolejny, może dwudziesty, a może trzydziesty zastrzyk adrenaliny zburzył jej krew. Całym sercem pragnęła znaleźć się za tymi drzwiami.
Dagmara poczuła dotyk dłoni idącej obok niej dziewczyny i zatrzymały się na moment. Były przed drzwiami, które sekundę potem skrzypnęły głośno i po chwili były już po ich drugiej stronie.
W ciszy Dagmara słyszała jak dyszy. Płytko i szybko. Emocje zawładnęły nią zupełnie i postanowiła wyłączyć myślenie i zdać się na instynkt. Tak bardzo pragnęła przeżyć coś niezwykłego, że poddała się bez reszty, ogarniającemu ją z każdą chwila coraz bardziej podnieceniu. Wiedziała, że tym razem nie obudzi się nagle, rozpalona i zawiedziona, że znów sen skończył się w tym samym momencie. Tym razem będzie ciąg dalszy!

Po kilkunastu krokach zatrzymała się, czując, że jej nogi oparły się o coś twardego. Pochyliła się, żeby dłońmi sprawdzić co to jest, ale jej towarzyszka nie pozwoliła jej na to. Zsunęła za to z niej pelerynę, która drażniąc jej skórę, opadła na podłogę koło jej stóp. Dagmara była naga.
Dziewczyna pchnęła ją do przodu i straciła równowagę. Dagmara poleciała do przodu i zatrzymała na przeszkodzie, którą okazało się wielkie łóżko. Poczuła na ciele chłodny dotyk, miękkiej pościeli.
– Połóż się na plecach! – usłyszała rozkazujący szept swojej towarzyszki.
Dagmara przesunęła językiem po spieczonych ustach, które pomimo chłodu emanowały ciepłem.

Położyła się tak, jak jej rozkazano. Dziewczyna chwyciła jej rękę i Dagmara poczuła, że wiąże jej na przegubie węzeł. Ten sam los spotkał również drugą rękę i jej obie nogi. Przez kolejne trzy minuty Dagmara słyszała jak jej towarzyszka krząta się wokół niej, a potem oddala się i nastaje cisza. Tajemnicza, podniecająca.
Spróbowała poruszyć kończynami, ale okazało się, że może wykonać nimi tylko niewielkie ruchy. Była skrępowana i przywiązana. Zdana na łaskę tego, kto pojawi się niebawem. Taką przynajmniej miała nadzieję.

Leżała i czekała. Nie mogła robić nic innego. Była naga, skrępowana i pozbawiona wzroku. W takiej sytuacji każda chwila dłuży się niemiłosiernie, a każda minuta zdaje się trwać tysiąc sekund. Wokół siebie czuła pustkę. Słychać było tylko ciche skrzypnięcia i szmery, zwykłe odgłosy jakie wydają z siebie stare domy. Wśród nich echem niosły się kolejne uderzenia serca Dagmary, którą spalały emocje.
Niecierpliwa, pełna niepewności czuła otaczającą ją, pełną napięcia ciszę.

Czas rozciągnął się jak guma. Nie umiała powiedzieć, jak długo tak leżała. Dopiero, gdy zaczęła się poddawać i poczuła, że za chwilę odpłynie w krainę snu, usłyszała dźwięk, którego – odkąd została sama na łóżku – nie słyszała. Przypominał jej odgłos bosych stóp, cicho stąpających po dywanie. Być może było to tylko złudzenie, bo po chwili znów zapadła głucha cisza.
Po chwili jednak tajemniczy dźwięk powrócił, a zaraz potem poczuła na policzku czyjś ciepły oddech i usłyszała nieco chrapliwy szept:
– Witaj.
Po jej plecach, wzdłuż kręgosłupa przetoczył się potężny dreszcz podniecenia. Nareszcie, doczekała się!

Stanowcze, męskie dłonie, rozgrzane pożądaniem, nakryły jej małe, jędrne piersi. Westchnęła cicho z zadowoleniem. Na spieczonych ustach, poczuła ciepły dotyk męskich warg. Odpowiedziała tym samym. Przytulone usta, wpijały się zachłannie w siebie. Ich języki spotkały się w połowie drogi, dotykając się czubkami. Obydwoje zatracili się w pocałunku.
Tymczasem dłonie mężczyzny kolistymi ruchami pieściły drobne piersi, coraz bardziej zacieśniając pętlę wokół małych sutków. Sprawne palce dozując siłę pieszczoty pocierały je i ściskały, powodując, że ciało Dagmary prężyło się na łóżku, szarpiąc się w więzach.
Po chwili poczuła na swoich piersiach również język mężczyzny. Przesuwał się po ich krągłych kształtach. Jego czubek trącał nabrzmiałe już mocno sutki, a usta ssały je zapamiętale. Dagmara dyszała szybko i głęboko, chłonąc każdy kolejny dotyk, jakby miał moc uzdrawiania. Zresztą, – prawdę mówiąc – dla niej tak właśnie było.

Tajemniczy kochanek kreślił dłońmi magiczne linie wzdłuż jej boków, aż po biodra. Jego język zaczął zjeżdżać z pagórków piersi Dagmary w dół, w stronę jej łona, kreśląc językiem wilgotny ślad na płaskim brzuchu. Ona zaś drżała w oczekiwaniu na moment, kiedy jego usta zatopią się w jej szparce. Jej podniecenie z każdą chwilą osiągało coraz wyższy poziom, rozlewając się po ciele, z prędkością fali gnanej przez burzę. Poczuła, że robi się wilgotna. Mężczyzna umiejętnie stopniował jednak napięcie, omijając jej cipkę i zasypując pieszczotami swoich gorących ust, jej smukłe, zgrabne uda.
Rozpalało to w Dagmarze potężny ogień podniecenia. Pragnęła by zaczął pieścić jej coraz bardziej mokrą szparkę, ale oczekiwanie na ten moment, gdy na delikatnej skórze ud, czuła namiętne pocałunki jego ust, było równie gorącym uczuciem.
Pojękując cicho, drżała niecierpliwie, chłonąc kolejne pieszczoty niczym gąbka wodę.

W końcu się jednak doczekała. Poczuła delikatne muśnięcie warg na płatkach cipki. Mimowolnie zadrżała, oczekując na więcej. Drżący koniec języka przesuwał się powoli po jej płatkach, mięsisty i lepki. Dagmara dysząc ciężko, przygryzła dolną wargę. Spazmy rozkoszy pojawiały za każdym, kolejnym pociągnięciem języka tajemniczego kochanka. Poczuła jak wsuwa go głębiej, w jej wilgotną szparkę i pieści zapamiętale. Po chwili palcami rozchylił płatki i szybkimi, krótkimi pociągnięciami drażni jej łechtaczkę.
Uderzenie gorąca rozlewa się we wnętrzu Dagmary. Pot powleka jej wijące się na prześcieradle ciało. Z gardła wyrywają się ciche, urywane jęki, które wypełniają ciszę, razem z kolejnymi mlaśnięciami języka. Robi się mokra. Bardzo mokra i gotowa na przyjęcie członka. Jednak usta mężczyzny przyssane do jej cipki, wciąż pieszczą ją niemiłosiernie.

Znajdując siłę, pomiędzy kolejnymi uderzeniami rozkoszy, Dagmara nie poznając swojego głosu, wydyszała:
– Chcę poczuć go w sobie!
Jej kochanek jednak najwyraźniej tego nie słyszy, albo nie chce słyszeć.
– Wsadź mi! – Dagmara zdobywa się na ostrzejszy ton.
– Chcesz, żebym ci wsadził?! – słyszy pytanie mężczyzny.
„Cholera jasna! A czy chory chce wyzdrowieć?!” – przemyka przez głowę Dagmary.
– Tak!
– Jak bardzo? – w jego głosie słychać podniecenie. Bawi się z nią.
„Psiakrew, a jak bardzo można tego pragnąć, w sytuacji takiej jak ta?!” – coś krzyczy w jej głowie.
– Cholernie… bardzo! – odpowiada mężczyźnie łamiącym się głosem.
– Ok., suczko!

Tajemniczy mężczyzna uwolnił nogi Dagmary z więzów. Poczuła, że podnosi się na łóżku i z wyłowionych dźwięków zrozumiała, że się ściąga z siebie koszulkę i gatki. Po chwili chwycił jej nogi za łydki, uniósł i rozrzucił na boki. Na ile pozwoliło jej podniecenie, wstrzymała oddech. Lubiła ten moment. Pierwsze pchnięcie, gdy sztywny, pulsujący podnieceniem penis wdziera się w jej szparkę. Bliskie spotkanie trzeciego stopnia.
Jednak jej kochanek postanowił drażnić się z nią dalej. Zamiast w sobie, poczuła jego członka na sobie. Był sztywny. Przesuwał nim po jej piersiach, nabrzmiałym czubkiem trącając sutki, potem przyszła kolej na brzuch i łono. Czuła wtedy jego jądra ocierające się o jej delikatną, aksamitną skórę.
Po plecach przeszły ją ciarki, gdy pocierał penisem o jej cienki pasek włosów łonowych, a potem dotknął jego łepkiem wilgotnych płatków. Słyszała jak mężczyzna dyszy z żądzy i podniecenia. Wyobraziła sobie jego twarz, wykrzywioną w grymasie nakreślonym przez rozkosz.
W tej chwili pragnęła spojrzeć w jego oczy i wyczytać w nich pożądanie i zachwyt.

Tymczasem jej kochanek, trzymając swojego członka w dłoni uderzał nim, w jej krocze. Do uszu Dagmary doleciał jej własny, dziki jęk. On nieczuły na te odgłosy wsuwał w jej szparkę, ledwie czubek penisa i wyciągał go natychmiast. Ta pieszczota okazała się męką, dla niecierpliwej żądzy Dagmary, która wydyszała dziko:
– Wsadź mi go wreszcie!
– Spokojnie, suczko.
– Zerżnij mnie… proszę! – chciała by zabrzmiało to ostro, ale było raczej błaganiem.
I wtedy pchnął ją mocno, z dziką żądzą. Jęknęła głośno z rozkoszą, ale i ulgą. Wbił się w nią prawie cały. Za chwilę poprawił drugi raz i poczuła na sobie uderzenie jego jąder. Pomimo opaski na oczach, instynktownie zamknęła oczy. Oplotła nogami jego biodra. Czuła się tak bosko, jak nie czuła się od bardzo dawna. Przez głowę przeleciała jej krótka myśl, że była głupia, odmawiając sobie czegoś tak fajnego.

Skronie pulsowały. Serce łomotało, jakby chciało wyskoczyć z piersi. W powietrzu unosiło się coraz więcej, coraz bardziej oszalałych jęków, gdy jej kochanek wbijał się w nią, raz po raz, z szaleńczą regularnością. Jej nogi zsuwały się z jego spoconych pleców i bioder, gdy odpowiadała mu szalonymi ruchami bioder. Ciemność rozbłysła w jej oczach, kalejdoskopem kolorowych kół. Ciało płonęło, a ona pragnęła, żeby spaliło się w zalewającej ją – jak lawa – rozkoszy.
Czując, że ruchy członka w jej cipce są coraz krótsze i szybsze, Dagmara doszła do wniosku, że jej kochanek zaraz dojdzie, podczas, gdy jej jeszcze trochę brakowało, aby osiągnąć spełnienie. Wtedy – zupełnie niespodziewanie – wydarzyło się coś, co ją zaskoczyło. Wydawało się jej, że mężczyzna miotający się między jej nogami, za chwilę skończy i nastąpi finał jej erotycznej przygody. Tymczasem – co za niespodzianka! – do gry włączył się ktoś trzeci.

Wielkie jak bochny, męskie dłonie chwyciły ją za ramiona i unieruchomiły jej ciało, które szamotało się na łóżku, pod wpływem kolejnych pchnięć pierwszego kochanka.
” Robi się ciekawie!” – przemknęła krótka myśl, przez głowę Dagmary.
Po chwili wielkie łapska, nowego kochanka, ścisnęły jej piersi, tak, że mimowolnie z jej oczu pociekło kilka łez. Pomimo, że pieprzył ją już jeden facet, myślała o tym, co zrobi z nią ten drugi. Na razie zagarniał jej piersi, trąc niemiłosiernie jej sutki, zapewne z podnieceniem i zaciekawieniem, patrząc jak inny mężczyzna zastyga w niej, potem wyciąga członka i z dzikim jękiem tryska strumieniem spermy, na jej podbrzusze. Po chwili bez słowa opada na łóżko, obok niej, dysząc z rozkoszy. Dagmara czuje, jak od jego ciała bucha żar podniecenia.

Sama również jest strasznie rozpalona, ale do całkowitego zadowolenia jeszcze trochę jej brak. Słyszy niski, potężny głos drugiego mężczyzny.
– Dałeś czadu, nie ma co, przyjacielu! – w głosie pobrzmiewa wesołość. – Niestety, naszej suczki, do końca to nie zadowoliło! Prawda?
– Tak! – Dagmarze ledwie udało się wydobyć z siebie głos.
– Teraz pora na mnie! – jego głos jest pewny siebie.
Dagmara czuję, jak odwiązuje ją, ale tylko po to, by przywiązać ją do łóżka w innej pozycji. Klęczy teraz na wilgotnym od potu, nasienia i jej soków prześcieradle z rękami przywiązanymi do wezgłowia. Oddycha ciężko, łapczywie chwytając kęsy powietrza, gdy nagle, czuje jak jej nowy kochanek wpycha jej do ust swojego penisa, który jest całkiem sztywny i gruby. Pulsuje w jej spieczonych ustach.
– Na co czekasz?! Zajmij się nim! – do jej uszu dociera zirytowany głos mężczyzny.

Dagmara wysuwa język i przesuwa nim po członku. Wolno i namiętnie. Dokładnie, centymetr po centymetrze, łącznie z jądrami. Wsuwa sobie do ust czubek penisa, a potem go wyciąga. Powtarza ten zabieg jeszcze wiele razy, za każdym, wkładając sobie do ust, coraz większą jego część. Wreszcie czuje na brodzie jądra mężczyzny. Wyraźny znak, że dalej już się wepchnąć go nie da. Zaciska wargi i chwytając penisa w połowie, obciąga go facetowi ręką w swoich ustach.
– Ooo, taak! – słyszy jak on mruczy z zadowolenia. – Dobrze, suczko! Ssij… mocniej!
Chwyta ją za włosy i dopycha tak, że Dagmara ma wrażenie, że za chwilę się zadławi. Gdy sztywny członek, cały wypełnia jej usta, mężczyzna wyciąga go z nich i oznajmia:
– No… myślę, że pora laluniu, na ostre rżnięcie. – wzmacnia wypowiedź siarczystym klapsem w jej prawy pośladek.

Zapiekło, ale to nic. Liczyło się to, że Dagmara znów czuła przypływ podniecenia. Przed oczami, skrytymi pod opaską migotały jej kolorowe, rozmazane kształty, a w głowie dudniło, jakby obok pracował ktoś młotem pneumatycznym.
Wielka łapa mężczyzny wymierzyła kolejny klaps, tym razem lewej stronie jej tyłka. Zaraz potem w żelaznym uścisku obu dłoni faceta znalazły się biodra Dagmary. Zadarł jej dupkę lekko do góry i wszedł w nią od tyłu, bez wahania, a gdy ulokował się wygodnie w jej wnętrzu, zaczął ją posuwać. Najpierw powolnymi, długimi ruchami, by stopniowo zwiększać tempo. Cały czas przytrzymywał jej biodra, puszczając je jedną ręką, tylko wtedy, gdy wymierzał pośladkom, kolejne siarczyste uderzenia.

Piersi Dagmary podrygiwały, wybijając rytm, w którym się pieprzyli. Miała wrażenie, że w
jej ciele uruchomiono linię energetyczną. Spazmy rozkoszy jawiły się niczym wyładowania elektryczne, a ciało od środka pożerał dziki żar. Przestała kontrolować dźwięki, które wydobywały się z jej gardła. Przestała kontrolować cokolwiek. Niczym zaprogramowana maszyna, dążyła tylko do jednego. Pragnęła z każdą kolejną chwilą czuć więcej rozkoszy. Więcej i więcej. Tej nocy jej zachłanność nie miała granic. Była studnią bez dna, wypełnioną
żądzą i pożądaniem.

Nagle, błyski! Niczym migawka aparatu, albo uderzenie pioruna. Początek czegoś
wspaniałego. Witaj panie O! Dawno cię u mnie nie było. Muszę ci powiedzieć, że strasznie za tobą tęskniłam. Jeszcze jedno pchnięcie! Aaaach! Śmiało nie krępuj się! Otul moje ciało peleryną rozkoszy! Kolejne szarpnięcie bioder! Ooo, taak! Zabierz mnie na sam szczyt! Plecy wygięte w łuk! Dłonie zaciśnięte w pięści! Nie widzę! Nie słyszę! Gorąca lawa! Jest… jest!!!
Eksplozja rozkoszy!!! Pełen odlot!!! Witaj w raju!!!

Ciało Dagmary sztywnieje, gdy nadchodzi spełnienie. Trwa tak, podczas, gdy jej kochanek
wciąż trzepocze się w jej cipce, aż w końcu i on zbliża się do finału. Wyciąga z niej członka, chwyta w dłoń i strzela wokół, potrójną salwą nasienia. Ciepłe strużki pojawiają się na plecach, lewym pośladku i udach Dagmary. Wciąż trzymając go w dłoni, mężczyzna wyciera czubek penisa o jej piersi. Po chwili, dysząc zgodnie, obydwoje opadają na zmięte posłanie
W powietrzu unosi się zapach seksu.
Nie padają żadne słowa. Zresztą, po co? Dagmara wciąż kontempluje uczucie rozkoszy, które tli się w jej wnętrzu. Pomału zaczynają wracać jej zmysły, ale pojawia się też zmęczenie. No cóż, to był kawał mocnego rżnięcia. Powieki ciążą jej coraz bardziej. Walczy z tym uczuciem, by wciąż wracać do tego co wydarzyło się chwilę temu, ale z każdą kolejną minutą przychodzi jej to coraz trudniej. W końcu poddaje się. Powieki opadają i zapada w sen.

Gdy się budzi, czuje potworny głód. Wciąż jest naga, ale przykryta satynową kołdrą, a na poduszce, koło jej twarzy leży opaska, którą miała na oczach. Ręce też ma już wolne. Ktoś ją uwolnił. Dagmara siada na łóżku i przypomina sobie, co się wydarzyło zanim zasnęła. Jej
oczy błyszczą radośnie, a na ustach wykwita uśmiech zadowolenia.

**********************************************************************

Po południu wciąż czując w sobie nocne emocje, siedzi w jasnym, skórzanym fotelu. Od pół godziny rozmawia z kobietą, siedzącą naprzeciwko niej. Oddziela ich tylko mały stolik, na którym stoją dwie filiżanki z kawą.
Kobieta z którą rozmawia jest gdzieś w połowie drogi między czterdziestką a pięćdziesiątką, ale wygląda na dziesięć lat mniej. Kurze łapki w kącikach oczu i kilka małych zmarszczek, na twarzy, która zdradza, że będąc dwudziestolatką, kobieta ta musiała być zjawiskowo piękna. Na pewno nic nie można zarzucić jej figurze, a szczególnie długim, zgrabnym nogom.
– Cieszę się, że jesteś zadowolona, Dagmaro! – głos kobiety jest stanowczy, ale ciepły.
– Oo, tak! Bardzo! – Dagmara przytakuje energicznie.
– Za dziesięć minut jestem umówiona z pewnym panem, więc… jeśli nie masz więcej pytań.
– Nie. Nie mam. – odpowiada Dagmara. – Rozumiem, musimy kończyć, tak?
– Świetnie się rozmawiało, ale tak. – potwierdza kobieta.
– Dziękuje, pani Jowito!
– Nie ma za co!

Dagmara podnosi się, ściska dłoń Jowity i wychodzi z gabinetu. W niewielkim korytarzu, na oliwkowej ścianie wisi plakat, który wydaje się być większym bratem pewnej ulotki, którą znalazła w swojej poczcie pięć tygodni temu. Jest na nim adres, telefon, w rogach twarze
Mężczyzn i kobiet, a na samym środku plakatu, napis:

” Jeśli Twoje sny albo wyobraźnia, podsuwają ci obrazy, które budzą ukryte pragnienia i wielkie emocje. Przyjdź do nas, a Doktor Jowita wyjaśni ci wszystko, poradzi, a być może, że je urzeczywistni. W każdym bądź razie będziesz zadowolony.”

W przypadku Dagmary zgadzało się to zupełnie. Była zadowolona. Nawet bardzo. Seans, który jej zaaplikowała Jowita sprawił, że zapłonął w niej ogień i miała zamiar, nie pozwolić mu wygasnąć. Sen na jawie. Emocje, żądza, pożądanie i rozkosz. Chciała, żeby były obecne w jej życiu stale. Wczoraj, gdy kochała się jak szalona, z dwoma nieznanymi jej mężczyznami, dotarło to do niej, jasno i dobitnie. Zrozumiała, że nie musi być uzależniona od pracy, ale od seksu, jak najbardziej. Nie musi często robić wielu nieważnych i bezsensownych rzeczy, ale na pewno chce często szczytować.
Postanowiła zmienić pracę i znaleźć sobie kochanka, a na razie cieszyła się, że wykupiła sobie karnet na kolejnych pięć seansów u doktor Jowity. Cholera, nawet słońce jest bardziej żółte niż zawsze!

Podziel się z namiswoją opinią
1Fajne!0Świetne!0Haha0Wow

0 Comment

Leave a comment