Udostępnij

Spojrzałam na zegarek. No, nareszcie piąta! Ten ostatni dzień tygodnia w pracy dłużył się niemiłosiernie. W dodatku te durne komentarze szefa i wszystko „na wczoraj”. Miałam wrażenie, jakbym była robotem, zaprogramowanym na stałe wysokie obroty. Cóż, w końcu sama złożyłam CV do tej firmy i na tym właśnie polega praca sekretarki. Ale na szczęście teraz już jest weekend i wszystkie problemy odkładam do poniedziałku. Taka miła, dwudniowa amnezja.

Po raz ostatni sprawdziłam pocztę, wstałam od biurka, pożegnałam się z koleżankami zdawkowym „cześć” i energicznym krokiem ruszyłam w stronę firmowego parkingu. Był ciepły, sierpniowy wieczór. W powietrzu czuć było zbliżający się weekend. Przyjemny zapach wnętrza samochodu sprawił, że z uśmiechem zamknęłam oczy i rozmarzyłam się. Może by dziś zrobić coś szalonego? Przecież od tak dawna moje życie toczy się tak nudnym, monotonnym rytmem. Być może właśnie dziś poznam jakiegoś interesującego faceta, który pozwoli mi zapomnieć o…

Adam… Więc jeszcze ciągle nie udało mi się o nim zapomnieć. Wspomnienie jego przenikliwych, niebieskich oczu po raz kolejny ukłuło moje serce. Zacisnęłam dłonie mocniej na kierownicy. Jego zdrada była dla mnie ogromnym ciosem. Przypomniałam sobie ten moment, kiedy przez przypadek wypadła mu z portfela ta pieprzona wizytówka ze zdjęciem gołej babki, tą niezręczną ciszę, to przypieranie go do muru i wreszcie jego wymamrotane przyznanie się do winy. Mój ukochany narzeczony zrobił to z prostytutką! Po chamsku, za pieniądze, bez emocji. A przecież zazdrościły mi go wszystkie koleżanki z pracy. Podrywały go przy każdej okazji, gdy przychodził po mnie do biura. I pomyśleć, że facet z takim wyglądem zapłacił jakiejś szmacie za seks!

Poczułam jak chce mi się płakać. Byliśmy ze sobą już trzy lata, od pół roku miałam na palcu zaręczynowy pierścionek. Nie mogłam mu tego zapomnieć. Nie mogłam zrobić inaczej. Przyrzekał, że to jeden jedyny raz, że był pijany, że kumple… Na próżno. Nie byłam w stanie mu wybaczyć. Spakowałam wszystkie jego rzeczy i gdy wrócił z pracy przesunęłam w jego stronę walizkę. Demonstracyjnie zsunęłam z palca pierścionek i włożyłam go do jego zimnej dłoni starając się nie patrzeć mu w oczy. Pomyślałam jakie to wszystko jest banalne – byliśmy razem ponad tysiąc dni, a wystarczyło parę minut, żeby wszystko zburzyć. Wszystko…

Nagle otworzyłam oczy i zorientowałam się, że od kilku dobrych chwil tkwię jak posąg w środku samochodu rozmyślając o tym, co było, minęło i nie wróci. To bez sensu, trzeba iść do przodu! Zdecydowanym ruchem przekręciłam kluczyk w stacyjce i ruszyłam z piskiem opon. Gdziekolwiek, byle jak najdalej od smutnych wspomnień.

Jadąc przez miasto zastanawiałam się co dalej. Przed oczami migały mi neony, reklamy, na rogu ulic widziałam mnóstwo wesołych młodych osób mających tylko jeden cel – skonsumować ten gorący, piątkowy wieczór. Chciałam być jedną z nich…

Zatrzymałam się na światłach. Zastanawiałam się właśnie czy nie uderzyć przypadkiem do jednej ze znajomych knajpek, gdy moją uwagę przykuł czerwony, mocno fosforyzujący neon: KASYNO. Poczułam dreszczyk emocji. Nie wiem jak to się stało, ale moja noga automatycznie nacisnęła hamulec, moje oczy wypatrzyły miejsce parkingowe, a moje dłonie pokierowały samochód na miejsce. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam jak zaprogramowana.

W zasadzie nigdy nie kręcił mnie hazard. W moim uporządkowanym życiu w zasadzie nie było dla niego miejsca. No bo jaki sens ma przypadek? Biała kulka skacząca z czerwonego na czarne, zależność od sprawności ręki krupiera, prędkości początkowej, tarcia, kąta uderzenia o kawałek metalu w kształcie rombu. Skąd tak dobrze znałam te szczegóły? Z filmów. Zastanawiałam się, jak można być tak głupim, żeby tak bezmyślnie trwonić ciężko zarobione pieniądze. Widziałam eleganckim dżentelmenów stukających nerwowo po zielonym miękkim blacie, obserwujących z maniakalnym skupieniem zachowanie białego punktu, sunącego po drewnianej ruletce z charakterystycznym, brzęczącym dźwiękiem. Potem moment finalny, zatrzymanie się kulki w odpowiedniej przegródce i… okrzyk triumfu lub jęk zawodu. Góra lub dół. Zwycięstwo lub klęska. Ale do tej pory nigdy nie widziałam tego na żywo, nigdy nie czułam tej gorączki. Może właśnie gorący wieczór i desperacja sprawiły, że postanowiłam, by dzisiaj był ten pierwszy raz.

Poprawiłam płaszcz, wstrzymałam oddech i weszłam do jasno oświetlonej sali. Pierwsze wrażenie trochę mnie rozczarowało. Nie było tak jak na filmie. Zamiast dżentelmenów nieogoleni mężczyźni w T-shirtach, nierzadko z przetłuszczonymi włosami, ćmiący pety i obgryzający paznokcie. Panie w przerysowanych, pretensjonalnych kreacjach pamiętających lepsze czasy. Jednym słowem porażka. Rozsądek zaczynał dochodzić do głosu. Chciałam odwrócić się na pięcie i natychmiast stąd wyjść. Ale właśnie w tamtym momencie mój wzrok spotkał się ze wzrokiem szaleńczo przystojnego bruneta.

Dlaczego nie zauważyłam go wcześniej? Jakoś tak zniknął w natłoku tego szemranego towarzystwa. Tak czy inaczej on właśnie wyglądał jak z filmu, w świetnie skrojonym garniturze, pięknym uwodzicielskim uśmiechu, dyskretnej elegancji. Na oko trzydzieści lat, widać duże pieniądze. To jego obecność przekonała mnie, żebym została.

Po dopełnieniu należnych formalności oddałam płaszcz do szatni, schowałam do torebki bloczek i bilet wstępu, a następnie lekko bujając biodrami udałam się do stolika przy którym siedział mój upatrzony amant. Gestem dłoni wskazał wolne krzesło i po chwili oboje pogrążyliśmy się w słodkich oparach hazardu.

Na początku szło mi znakomicie. Biała kulka jakby była na moje rozkazy. Chciałam parzyste, wychodziły parzyste, miały być czarne, były czarne. Dwa razy udało mi się trafić dokładną liczbę. Postawiłam na jedenaście i dwa- to dzień i miesiąc moich urodzin. Ilość moich żetonów rosła w oszałamiającym tempie. Po kilkunastu minutach byłam bogatsza o trzysta złotych! Jakie to było kuszące – zamiast kilku dni nudnej pracy w biurze jeden ruch ręką, pół minuty czekania i… jest! Przy każdej mojej wygranej nieznajomy mężczyzna uśmiechał się do mnie i podnosił kciuk do góry. Odwzajemniałam jego uśmiech i było mi coraz przyjemniej.

Postanowiłam pójść na całość. Poszłam do kasy i kazałam wyciągnąć wszystko co mam na koncie, żeby zagrać naprawdę „grubo”. Było tego ponad siedem tysięcy. Plan był prosty – kilkanaście minut, kilka trafionych decyzji i wychodzę z kilkoma tysiącami. Nazajutrz dzwonię do biura, wymyślam jakąś chorobę i biorę dwutygodniowy urlop. Kupuję bilet lotniczy do Paryża i szaleję. W końcu to nie ja za to zapłacę, tylko kasyno. C’est la vie!

I wtedy zaczęłam przegrywać. Uczucie, które mnie ogarnęło, gdy krupier zgarnął ze stołu moje kupony za pięćset złotych było jak nagły policzek. Zaczęłam gorączkowo rozsypywać żetony po całym stole, grając za coraz większe stawki. Zaczęły drżeć mi ręce i puszczać nerwy. Mężczyzna przy stole dalej się uśmiechał, ale ja już nie. Po kilku minutach postawiłam ostatnie sześćset złotych na ostatnią tercję. Przecież nie wpadło tu nic od ośmiu rzutów. Teraz musi! Chwila wahania, ściśnięte do bólu palce, hipnotyzowanie kuli…już jest… dwadzieścia sześć… jest!, nie jeszcze skacze…. KURWA, ZERO!! Byłam bez grosza. Straciłam wszystko!!

Pociemniało mi przed oczami. Jak lunatyk wyszłam z sali i resztką sił usiadłam na sofie w hallu hotelu. Łzy napłynęły mi do oczu. Nagle poczułam jak ktoś siada obok mnie. To ten mężczyzna od stolika. A mogło być tak pięknie..

– Pani pozwoli, jestem Andrzej – wyciągnął do mnie dłoń. Jego ciepły tembr głosu ma chwilę mnie ukoił. Nie patrząc mu w oczy podałam mu swoją i wymamrotałam moje imię. Najchętniej przytuliłabym się teraz do niego i wypłakała na ramieniu.
– Ile pani przegrała? – zapytał czule gładząc mnie po dłoni. Normalnie nie pozwoliłabym sobie na takie zachowanie, ale teraz mocno ścisnęłam jego palce, jakby jego dotyk miał cokolwiek zmienić.
– Sześć tysięcy osiemset… – wyszeptałam cicho. Gdy zrozumiałam ile będę musiała pracować na tą sumę wiedziałam że już nic nie uchroni mnie od tego, by się rozryczeć. Powstrzymał mnie głos pana Andrzeja. Brzmiał teraz inaczej niż przedtem…
– Zapomni pani o tej przegranej, jeśli…. – reszty nie musiał dopowiadać. Zrobiła to jego dłoń którą dyskretnie wsunął mi pod sukienkę, kładąc ją na moim nagim udzie.

***************************************************************************

Dojechaliśmy windą na ostatnie piętro. Andrzej szarmancko przepuścił mnie w drzwiach. Poczułam charakterystyczny zapach hotelowego korytarza i delikatny chłód klimatyzacji. Zorientowałam się, że jestem w samej sukience, przecież płaszcz pozostał w szatni kasyna. Mój partner położył swoją dłoń na moim pośladku i popchnął mnie w kierunku korytarza. Przeszedł mnie dreszcz. Czułam jednocześnie wstyd i podniecenie. W końcu szłam z obcym mężczyzną w jednym, wiadomym celu. Bałam się tego, że będzie mnie rżnął, ale z drugiej strony nie miałam wyjścia. Przez swoją głupotę straciłam przecież całą pensję.

– Tam, do okna – chropowaty głos Andrzeja przeciął niezręczną ciszę. Wskazał ruchem dłoni koniec korytarza, zakończony ogromną, szklaną ścianą.
– Jak to, na korytarzu? – popatrzyłam na niego z oburzeniem. Przecież ktoś w każdym momencie mógł nas zobaczyć!
– Zamknij się dziwko i rób co ci każę, inaczej nic nie dostaniesz – warknął na mnie po chamsku. Nie było w nim już ani trochę dżentelmena. Wiedział, że ma nade mną władzę sukinsyn, inaczej dostałby po twarzy. Popchnął mnie w kierunku okna i obrócił przodem do siebie.
– Klękaj – wysapał, mocując się z rozporkiem. Kątem oka zobaczyłam wybrzuszenie w jego eleganckich spodniach. Był już bardzo podniecony. Posłusznie osunęłam się na kolana. Jego krocze znajdowało się dokładnie na wysokości mojej twarzy.
– Zrób mi laskę – rozkazał, gwałtownie wyszarpując z rozporka swojego penisa. Był tak duży i naprężony, że wyskakując uderzył mnie w policzek. Andrzej tymczasem bezceremonialnie władował mi go do ust, aż krzyknęłam z zaskoczenia. On jednak nic sobie z tego nie robił.
– O, tak, suko, ssij go całego! – jego głos był gardłowy i niecierpliwy. Mechanicznie poruszał swoim członkiem w moich ustach. Widziałam jak bardzo podnieca go moja uległość. Z ust ciekła mi ślina, spływając po brodzie i kapiąc na dekolt. Mlaskał w mojej buzi jeszcze przez chwilę po czym postanowił dać mi inne atrakcje.
– Rozbieraj się, szybko!– rozkazał. Sięgnęłam rękami do sukienki i ściągnęłam ją przez głowę. Nawet lepiej, pomyślałam, przynajmniej nie upapra mi ją spermą!
– Biustonosz i majtki też! Natychmiast! – jego głos nie znosił sprzeciwu. Właściwie było mi już wszystko jedno. Mogłam stać nago na tym korytarzu, i tak już wystarczająco się skurwiłam. Do tej pory miałam jednak szczęście. Na piętrze nie było słychać żywej duszy.

Po chwili stałam przed nim zupełnie naga. Wpatrywał się jak zahipnotyzowany w moje małe, ale jędrne piersi. Powrócił na chwilę do dawnej, eleganckiej postawy. Gładził je i delikatnie ugniatał. Lewą pierś popieścił nawet ustami, wsysając na chwilę sutka do ust. Lubię takie pieszczoty, podnieciło mnie to. Poślinił dwa palce prawej dłoni i powoli wsunął mi je do cipki. Nie była wcale sucha. Akcja z lodem rozgrzała mnie, chociaż nigdy nie podejrzewałabym siebie o takie skłonności. Gdy wyjął palce z mojej muszelki ciągnął się za nimi śluz. Aach! Popatrzył mi w oczy i milcząco rozkazał mi oblizać jego palce. Zrobiłam to. Mój soczek miał lekko kwaskowy smak

Andrzej tymczasem obrócił mnie piersiami do ściany i zajął się moją zgrabną pupą. Tym razem jednak podniecenie wzięło górę i nie był już tak delikatny. Klepnął mnie w nią za mocno, aż krzyknęłam z bólu. Po czym zaczął bić mnie swoim penisem po pośladkach, wybijając na nich jakiś bliżej nieokreślony, zwierzęcy rytm. Czułam, że jego członek jest już maksymalnie naprężony. On dobrze o tym wiedział, dlatego błyskawicznie sięgnął do kieszeni marynarki. Usłyszałam dźwięk rozpakowywanej prezerwatywy i po chwili powoli naciągnął ją na swojego kutasa.

Zachęcony moją wilgotną cipką wszedł gwałtownie, bez ceregieli. Jęknęłam z rozkoszy. On też postanowił nie przedłużać w nieskończoność tej niezwykłej przygody. Posuwał mnie krótkimi, rytmicznymi sztosami. Ledwo wytrzymywał już narastającą ekstazę. Wytrysk był kwestią kilkunastu sekund. Odgłos uderzających w siebie jego bioder i moich pośladków niósł się echem po całym korytarzu. Gdyby teraz ktoś wyszedł z pokoju!

Andrzej tymczasem zaczął jęczeć i zbliżać się do finału. Nagle wyszarpnął członka z mojej cipki, zbliżył się do okna i chlusnął na szybę gorącą, lepką spermą. Trzymał penisa w jednej dłoni i wycierał go o szkło. Drugą ręką chwycił mnie za włosy.
– Zlizuj to! – rozkazał. Tłumiąc wstręt wykonałam to co kazał, przełykając szybko obfity efekt jego ejakulacji. Słonawy płyn trochę mnie mdlił, ale dało się wytrzymać. Andrzej pilnował aż zliżę wszystko aż do ostatniej kropli z rozmazanej szyby. Czułam się jak szmata. Na oczach całego miasta czyściłam szybę ze spermy obcego, chamskiego faceta.

-Ok, ubieraj się, zaraz zrobię ci ten przelew – suchym głosem oznajmił Andrzej. Ubrałam się najszybciej jak tylko mogłam. On na mnie nie poczekał. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam tylko jego plecy, jak wchodził do windy. Poczułam się strasznie wykorzystana. Nie wiedziałam jeszcze o jednym, drobnym szczególe, ale miałam szybko się o nim dowiedzieć.

***************************************************************************

– Jest pani piękna – wysapał szatniarz, podając mi płaszcz i dyskretnie poprawiając krocze. Z zaskoczeniem i zażenowaniem zauważyłam plamę na jego spodniach. Nie wiedziałam o co chodzi, gdy nagle zerknęłam na ekran monitora w jego pomieszczeniu. Zobaczyłam…siebie nagą i Andrzeja dotykającego moich piersi!! Kamera hotelowa!! Ten skurwysyn wszystko nagrał!! Wyszarpałam płaszcz z drżącej ręki portiera i wybiegłam na ulicę. Moje rozpalone policzki uderzył chłód nocy.

Podziel się z namiswoją opinią
1Fajne!0Świetne!0Haha0Wow

0 Comment

Leave a comment