Udostępnij

Miałam na imię Alina. Teraz nazywam się sunia. Nie, nie Sonia, tylko sunia. Każda sunia ma swojego właściciela. Moją Panią jest moja współlokatorka na stancji. Od dwóch lat mieszkamy wspólnie i nigdy nic nie zapowiadało zmiany naszych kontaktów. Jeszcze wczoraj byłyśmy koleżankami ze studiów, a dziś… Dziś jest Pierwszym Dniem.
Wczoraj przez pomyłkę otwarłam paczkę adresowaną do mej Pani. Były w niej akcesoria erotyczne. Ona nie zawstydziła się, tylko zaczęła mówić. Tak mnie zamotała potokiem słów, że uwierzyłam, że chcę być Jej posłuszna i wielbić Jej ciało i wolę. Jej ciało znam dobrze, natomiast umysł stanowi dla mnie zagadkę. To zresztą nieistotne. Mam Jej słuchać i Jej wierzyć we wszystko. I będę…
Dzisiaj na wykładach nie mogłam się skupić. W końcu zgubiłam wątek i musiałam zdać się na ksero z dzisiejszych notatek jednej z koleżanek. Dwa rzędy powyżej siedziała Ona. Nie miałam śmiałości się za siebie obrócić. Zresztą byłoby to niewygodne z dwóch powodów: po pierwsze przeszkadzała mi w obszernych ruchach szyją nowa ozdoba. Była to obroża z czarnej skóry. Od wewnątrz była podszyta i nie obcierała zanadto. Problem stanowiła jej szerokość. Miała co najmniej sześć centymetrów szerokości i wykonana była z twardej, nabitej srebrzystymi ćwiekami skóry. Gdyby była węższa, z powodzeniem uchodziła by za ekstrawagancką ozdobę w stylu punk. Ale taka szeroka… Trochę to podpadało. Na szczęście moje długie, ciemne, rozpuszczone na plecy i ramiona włosy zakrywały ją przed wzrokiem większości, zwłaszcza, kiedy pochylałam głowę do przodu. Drugi powód, to że kiedy obracałam się, by spojrzeć przez ramię, rozjeżdżały mi się na boki kolana. Ścibałam je nie bez przyczyny. Przytrzymywałam między udami rąbek czerwonej sukienki. Sukienka, kiedy stałam, sięgała mi do połowy uda. Nie mogłam pozwolić, by ktoś zobaczył, że pod nią nic nie mam. Noszenia bielizny zabroniła mi moja Pani. Łona nie skrywały od wczoraj nawet włoski. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. I bez tego prowokacyjnego ubioru nie lubiłam tego. Jednak mimo dyskomfortu, od lekko jeszcze poszczypującego po depilacji podbrzusza, promieniowało na całe moje ciało dziwne ciepło. Do tego czułam, że cały czas jestem mokra… Musiałam nieźle się rumienić. Przez materiał sukienki widziałam swoje sutki. Ci dwaj mali zdrajcy starali się przekłuć cienki materiał. Jednak… było mi dobrze z tym, że jest mi tak źle.
Usłyszałam, jak koleżanka zaprasza moją Panią na wspólne zakupy po zajęciach. Drgnęłam, ale nie odwróciłam się. Odpowiedź Pani trochę mnie jednak uspokoiła.
– Muszę iść na spacer z moją sunią. – lecz dalsza część Jej wypowiedzi przysporzyła mnie o palpitacje – Pójdę ją zaszczepić, ale potem może zrobię na mieście jakieś zakupy.
Co miała na myśli, mówiąc o szczepieniu? Ach, zupełnie zapomniałam. To przez ten strój i niezwykłość całej mojej sytuacji jestem taka rozkojarzona. Przecież wczoraj Pani Ewa mówiła mi o tym, że chce mnie zabrać do salonu tatuażu. Swoją drogą, to szybko przyzwyczaiłam się do określania Jej – Panią. Przecież jesteśmy rówieśniczkami. Dodatkowo mieszkamy razem i dotąd mówiłyśmy sobie na ty. Samo „Pani” brzmiałoby okropnie, więc pozwoliła mi zwracać się publicznie do siebie „Pani Ewo”. To brzmi, jakbyśmy się trochę wygłupiały udając dystans.
Koniec zajęć na dziś. Gorący majowy dzień. Nie czuje się nadchodzącej sesji. Zresztą, to dla mnie teraz nieważne. Spotkałyśmy się na schodach. Ona czekała na mnie. Wyciągnęła do mnie dłoń, jakby oczekiwała, że coś jej podam. Po kilkunastu sekundach się domyśliłam i zadrżałam. Wyjęłam z torby smycz i podałam jej. Zwinęła ją tylko w dłoni i z uśmiechem na ustach wreszcie się odezwała.
– Nie bój się. Nie założę ci jej teraz. To tylko po to, żeby ci przypominać, że masz mnie bezwzględnie słuchać. Teraz chodź.
Poprowadziła mnie do roga za filarem. Chwilowo nikt nas nie widział. Nachyliła się, odgarnęła mi włosy i odpięła oba ramiączka sukienki. Schowała je do mojej torebki i ponownie rozpuściła moje włosy. Przygryzłam wargę, żeby nic nie powiedzieć. Wiem po co to zrobiła. Moja sukienka była lekko luźnawa. Teraz, żeby się ze mnie nie zsunęła, musiałam dodatkowo wypiąć biust. Moje sterczące sutki wystawały jeszcze bardziej przez materiał. Wyszła dwa kroki za filar i ponagliła mnie dyskretnie uderzając trzymaną w dłoni smyczą o swoje udo. Przywoływała mnie jak psa. Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Zrównałam się z jej nogą i poszłyśmy razem na miasto. Moje „antenki” i za nimi ja.
Ciepłe powietrze przyjemnie podwiewało mi pod sukienkę. Bałam się, że nagły podmuch ją uniesie. Szłam powyginana jak paragraf: Bojąc się zgubić klapki, bojąc się, że opadnie mi sukienka i odsłoni mi co najmniej goły biust, jeśli nie resztę. Z brodą opuszczoną możliwie nisko, dla ukrycia obroży. Po prawie pół godziny dreptania dotarłyśmy na miejsce. Klub nazywał się „BR&ER”. Rzekomo od inicjałów właścicieli, ale słowo „brander” ma po angielsku swoje znaczenie. W piwnicy był salon tatuażu i kosmetyczny. Na parterze Była knajpka. W knajpce czułam się obco, gdyż wydawało mi się, że są tu tylko stali bywalcy. Większość z nich mieli więcej tatuaży niż cały okręt piratów razem wziętych. Pani witała się z kilkoma siedzącymi bliżej skinieniem głowy, po czym poprowadziła mnie do piwnicy.
– Cześć Bartek, przyszłam z niezłą suczką, co? – przełknęłam ślinę, ale zmilczałam, to chyba tylko taki slang, ale też miało i mnie podrażnić – chcemy zrobić jej jakiś y piercing i tatuaż, no wiesz…
– To klapnij sobie tam, rozbierz się i owiń w ręcznik który tam znajdziesz – wskazał drzwi kabiny – Przyniosę wam jakiegoś soku z lodem.
Oczywiście weszłyśmy razem. Wykafelkowana kabina przywodziła na myśl łazienkę, jednak całe ściany były niemal wytapetowane zdjęciami tatuaży i rozmaitych kolczyków. No i oczywiście sprzęt, który wyglądał, jak narzędzia tortur dentystów z lat sześćdziesiątych. Zrzuciłam sukienkę i rozłożyłam ją na jednym z krzeseł, a potem owinęłam się ręcznikiem i usiadłam na kozetce. Bartek przyniósł szklaneczki z jakimś sokiem i kostkami lodu. Podając je nam wyjaśnił, że jak tatuaż i kolczykowanie, to dla mnie bez alkoholu. Rzucił okiem na moje rzeczy i uśmiechnął się. Ponownie spąsowiałam, gdyż wiedziałam, że zauważył brak bielizny na krzesełku. W końcu spytał spoglądając na Panią Ewę.
– To co na początek? Pępek?
– Kolczyki w sutkach. – odparowała Pani. Ja zdębiałam. Nie miałam zamiaru przekłuwać sutków. Myślałam bardziej o uszach. Pani przełożyła do lewej ręki smycz i bawiła się szczękając karabinkiem za pomocą kciuka. Drugą rękę położyła mi na głowie w uspokajającym geście, który byłby bardziej stosowny wobec psa, niż człowieka. – Zobaczysz, pokochasz je…
Bartek odwrócił i wyjął ze stojącej za nim gablotki małą tackę z dwoma ćwieczkami zakończonymi z obu stron kulkami. Pani pokiwała przecząco głową. Wskazała inne leżące w gablotce. Bartek uniósł tylko brew. Wyjął ciężkie kółeczka o średnicy około dwóch centymetrów i grubości jakichś dwóch i pól milimetra. Patrzyłam z niedowierzaniem, tego już było za dużo. Nie zamierzam się w to dłużej bawić. Zrobiłam ruch w kierunku drzwi, ale Pani nie dała mi powstać. Ujęła moją brodę i najpierw spojrzała mi głęboko w oczy, a potem skierowała moją głowę na ścianę. Palcem wskazała zdjęcie półnagiej kobiety. Pierścienie wcale tak bardzo nie rzucały się w oczy, a delikatnie podkreślały piękno opalonego biustu. Puściła moją brodę i usiadła na krześle, pozostawiając mi chwilę na wybór. Spojrzałam na jej roześmiane oczy i na smycz, którą nie przestawała się bawić. Była pewna, że nie ucieknę. To zerwałoby cały układ, a wtedy nigdy by się już do mnie nie odezwała. I o wiele gorsze, pozbawiła by mnie bezpowrotnie szczęścia, jakie od wczoraj jest moim udziałem. Westchnęłam i opadłam na plecy. Bartek już kończył przygotowania.
Jeszcze tylko uchylił rąbek ręcznika, którym się owinęłam, odsłaniając mój biust.
– No nie, mocno ukrwione. Trzeba będzie trochę je ochłodzić i znieczulić. Nawiasem mówiąc, ładne sztuki i strasznie apetycznie sterczą. – po raz pierwszy spojrzał mi w oczy.
– Nie dla psa kiełbasa! – warknęła Pani, a Bartek uniósł w obronnym geście dłonie.
Popsikał mi po piersiach jakimś zimnym sprayem i taką wielką, grubą igłą wcelował precyzyjnie. W końcu nacisnął. Uczucie było nieprzyjemne, ale nie było bólu. Bardzo szybko zdezynfekował sutek i po chwili przeciągnął kolczyk. Wyjął przedzielający obręcz kolczyka kołek i kolczyk z głośnym szczękiem zatrzasnął się. Podniosłam głowę, a on wyjaśnił, że jest w nich dość mocna sprężyna i żeby je zdjąć, trzeba je przeciąć. Położyłam głowę ponownie i czekałam, aż powtórzy operację na drugim sutku. Na koniec kolejny raz zdezynfekował sutki i zakleił je całe zgrabnymi plastrami.
– Zmieniaj opatrunek dwa razy dziennie, a po dwóch dniach zdejmij całkiem, do tego czasu nie kąp się w wannie. – spojrzał na Panią – co teraz?
– Myślałyśmy o małym tatuażu na ramieniu. O takim – Pani odgarnęła mi włosy i wskazała na kłódeczkę przy mojej obroży. Na kłódeczce widniała ozdobna litera „E” w koronie.
Aż usiadłam z wrażenia. Dałam się przekonać dopiero na biodegradacyjny tatuaż, który znika po dwóch i pół roku. Z tym, że w trakcie jego wykonywania, Pani zażyczyła sobie tatuaż łańcucha oplatającego cały biceps, a monogram miał być jego klamrą. Opatrunek dookoła ramienia był już skończony. Teraz Pani pomogła mi usiąść i wyjęła z torebki kluczyk.
Odpięła kłódeczkę, zdjęła obrożę i schowała wszystko do torebki.
– Teraz już tego na mieście nie potrzebujesz. – powiedziała Pani i zarzuciła na bok swoją rozjaśnianą, niesforną grzywkę. Pokazała na motto nad drzwiami. „You are BR&ERD” i uśmiechnęła się ukazując swoje równiutkie białe zęby. Bartek poszedł, po nowe szklaneczki. W takie upalne majowe dni strasznie się chciało pić. Gdy wyszedł, Pani podeszła do mnie i przycisnęła moją głowę do swych piersi.
– Grzeczna sunia, Pani jest z ciebie zadowolona, ale z nagrodą musisz jeszcze poczekać, bo Pani ma jeszcze coś dla ciebie w planie. – usiadła obok mnie na kozetce i położyła moją głowę na swoje kolana. Gładziła mnie po włosach swoimi wypielęgnowanymi dłońmi.
Bartek wszedł i podał szklaneczki. Zaczął coś mówić, że fajnie to wyszło, ale pani mu przerwała.
– Bartek, ale to nie koniec. Chcę jeszcze jeden kolczyk, na łechtaczce.
– Dla siebie?
– Nie, dla niej.
– A ona, czy tego chce? – zacisnęłam powieki. Teraz myślałam tylko, jakie to przyjemne, być głaskaną przez moją Panią. Z głową na jej kolanach….
– Zechce – ucięła krótko Pani.
– O.K.
Bartek uprzedził mnie, że przez kilka dni muszę się bardzo często podmywać, a już na pewno po sikaniu. Muszę sobie ten kolczyk dezynfekować, co może trochę szczypać. Nie otwierając oczu, położyłam się na plecy. Pani nie przestając mnie głaskać po głowie wskazała odpowiedni wzór kolczyka.
Teraz byłam już cała oplastrowana. Pipka, sutki, biceps. Poczułam, że jestem zmęczona, ale i głodna. Ubierałam się, kiedy Pani uzgadniała zapłatę. Weszła, kiedy wciągałam sukienkę na obolały już biust. Środki przeciwbólowe przestawały już działać. Pani sięgnęła do mojej torebki i podała mi ramiączka do sukienki. Dzisiaj już mnie nie gimnastykowała. Wyszłyśmy z piwnicy i zjadłyśmy pyszny obiad w klubowej jadłodajni. Potem zeszłyśmy jeszcze na drobne zabiegi kosmetyczne do Edyty, żony Bartka. Większość była bardzo przyjemna, ale depilacja odbytu też mi nie przypadła do gustu. Za to zadowolona byłam z jej efektów.
Cała odnowiona wracałam ze swą Panią do domu. Niestety nadziałyśmy się na koleżanki ze studiów krążące po sklepach. Nie miałam już obroży na szyi, więc poczułam się pewniej. Razem przez pół godziny krążyłyśmy po centrum, gdy nagle Pani powiedziała, że musimy już wracać, bo coś ważnego nam wypadło. Podreptałyśmy w stronę, z której przyszłyśmy.
– Wypatrzyłam coś dla ciebie, suniu. Musimy to kupić
Okazało się, że jest to dwuczęściowy kostium kąpielowy. Zakrztusiłam się z wrażenia. Składał się prawie wyłącznie z czerwonych sznureczków. Trzy małe trójkąciki przykrywały -tylko sutki i wargi sromowe. I to z trudem.
– Muszę się tobą trochę pochwalić na basenie. W tym tygodniu nie możesz iść, ale w przyszłym…
Sklep najwyraźniej spodobał się mojej Pani, bo kupiła mi jeszcze T-shirta w paski, który nie przykrywał mi nawet do końca piersi, lekką bawełnianą spódnicę sięgającą niewiele poniżej bioder oraz białą sukienkę, która nie ma żadnych ramiączek i trzyma się tylko na sznureczku zawiązywanym ponad biustem, a jednym pociągnięciem tasiemki można ją zrzucić. W sklepie obok Pani wybrała kolejne okazje: jeansy, których nogawki kończyły się na pachwinach, bardzo obcisły poskoszulek, przez który na pewno będzie widać sutki, nie wspominając o kolczykach, obcisłą sukienkę ze sztruksu, również bez ramiączek, za to zapinaną z przodu na suwak na całej długości i jeansowe ogrodniczki do kolan.
Pomyślałam, że jak zacznę się w to wszystko ubierać, to zyskam wielką reputację, nie koniecznie dobrą. Mimo to, czułam, jak cały czas coś spływa mi po nogach. Aż drżałam z podniecenia. Przez cały dzień odezwałam się tylko kilkoma zdaniami. Nie odzywałam się ponad potrzebę, gdyż głos mi drżał i zresztą nie było po co. Wszystkie decyzje podejmowała za mnie moja Pani. Już samo to powodowało we mnie przyjemne napięcie, a to, że były one nad wyraz śmiałe, rozpalało mnie do czerwoności. To wszystko było takie nierealne. Zastanawiałam się dlaczego się na to godzę i czy ma to związek z tym, że pragnęłam z całych sił polizać zgrabną łydeczkę mojej Pani. Miałam nadzieję, że po tak posłusznym wykonaniu wszystkich jej poleceń, Ona nagrodzi swoją sunię. Dreptałam za Nią z dwoma torbami ciuszków, tylko krok, ale pozwalało mi to obserwować jej kołyszący się tyłeczek. Nigdy nie przyglądałam się pupie kobiety, a teraz czułam, że sprawia mi to ogromną radość. Powoli zaczynałam odczuwać dumę z tego, że taka śliczna Pani zechciała mnie zatrzymać. Jeśli jeszcze czekają mnie jakieś niedogodności, które ma dla mnie w planie, to zniosę je z radością. Wierzę jej.
Dotarłyśmy na klatkę schodową. Pani zatrzymała się, odwróciła i wpatrzyła we mnie swoimi jasnymi przenikliwymi oczami. Uśmiech igrał na jej ustach. Sięgnęła do torebki i wyjęła z powrotem moją skórzaną obrożę. Jak to? Przecież mówiła, że nie muszę już nosić obroży…
– To, że zdecydowałam, że zamiast obroży będziesz oznajmiać tatuażem światu, że jesteś moją suczką, nie zmienia faktu, że w domu czeka cię jeszcze długa tresura. W domu będziesz ją zawsze nosiła. Kłódka jest zatrzaskowa, więc spodziewam się, że kiedy będziesz wracać do domu beze mnie, obsłużysz się sama. Pochyl się.
Miałam wrażenie, że czyta w moich myślach. Po założeniu obroży Pani dopięła do niej jeszcze smycz. Idąc za nią po schodach łypałam nerwowo oczyma, czy przypadkiem zza którychś mijanych drzwi nie wyjdzie ktoś z sąsiadów. Na szczęście dla mnie, nikt nie wyszedł na klatkę schodową. Weszłyśmy do naszego mieszkania i zamknęłam drzwi na klucz. Oparłam się o framugę i chciałam chwilkę ochłonąć. Pani poszła do łazienki i po może dwóch minutach wyszła wycierając się ręcznikiem. To był naprawdę szybki prysznic. Spojrzała na mnie. Stałam wciąż przy drzwiach od chwili kiedy weszłyśmy.
– Rozczarowujesz mnie! Przecież jesteś już w domu, co oznacza, że masz być bez ubrania. Czyżbym się wyraziła wczoraj niejasno? No już, zanim się rozgniewam!
Skoczyłam do swojego pokoju, wypakowałam zakupy i pozbyłam się sukienki. Czułam, jak smycz, kołysząc się, przesuwa mi się po plecach i pośladkach. Co teraz? Chyba trzeba Jej się pokazać. Nieśmiało wyjrzałam z pokoju. Pani intensywnie wpatrywała się w monitor swojego laptopa. Cały czas stukała w klawisze. Nie odwracając wzroku dała znać, że mnie zauważyła.
– Teraz możesz iść się odświeżyć. Tylko migiem. Potem dawaj do mnie.
Ostrożnie omijając opatrunki szybciutko umyłam się. Szczególnie okolice krocza i odbytu. Całe były ze śluzu. Wytarłam się, delikatnie nadezodorantowałam i podreptałam do pokoju Pani. Już czekała siedząc w fotelu. Ubrana w szorty i zwykłą bluzeczkę. Nawet w zwykłym codziennym ubraniu była sexy. Od progu opadłam na czworaka i w tej pozycji podeszłam do oparcia fotela. Pani kliknęła raz jeszcze i na ekranie pokazały się sceny nakręcone amatorską kamerą. Były to filmiki ukazujące tresurę takich suczek, jaką obecnie byłam. W większości przeprowadzali ją mężczyźni, choć kilka kobiet też było. Pani pogładziła mnie po głowie.
– Niedługo też taka będziesz. Jesteś wyjątkowo podatna i utalentowana. Zasłużyłaś dzisiaj na nagrodę.
Jej dłoń spłynęła po moich włosach na plecy. Ale okazało się, że to było pieszczotą niejako przy okazji. Pani ujęła smycz zwisającą luzem przez moje plecy a potem wstała i poprowadziła mnie na klęczkach przy nodze. Zrobiłyśmy w ten sposób dwa kółka dookoła pokoju i zatrzymałyśmy się przy tajemniczym kuferku. Pani coś z niego wyjęła i stanęła za mną. Poczułam, jak nasmarowany jakimś żelem wibratorek wwierca mi się do cipki. Pani poprowadziła mnie do swego fotela. Usiadła i jedną ręką trzymając mnie krótko za smycz, drugą powoli i rytmicznie suwała w moim wnętrzu. Zauważyłam, że uważa, żeby nie sprawić mi bólu, gdyż starannie omijała łechtaczkę. Było mi błogo. Wzrok zaczynał mi zachodzić mgłą. Obrazy na ekranie laptopa dalej migały. Układy nieco się zmieniły i zapowiadała się scenka seksu grupowego. Pani przerwała projekcję i podjęła przerwaną czynność wysyłania mnie w kosmos. Może się mylę, ale samo suwanie kawałkiem plastiku nie mogło dać mi tyle przyjemności. To musiało się dziać w mojej głowie. Ona to sprawiła. Ta cała sytuacja.
Kiedy już zaczęłam tracić oddech i drgał każdy mój mięsień poruszony każdym moim nerwem, dosłyszałam Jej śmiech.
– Powinnyśmy zdążyć na wystawę jeszcze w tym roku.
Przyjęłam te słowa jakby mnie nie dotyczyły. Zdawałam sobie sprawę, co znaczą, ale teraz wiłam się bezsilnie, próbując uciec od tego nadmiaru bodźca. Jednak Pani przytrzymała mnie za smycz i jedyne co mogłam, to tarzać się u Jej stóp w konwulsjach orgazmu. Staram się być w dobrej kondycji. Już zapomniałam, jak to jest mieć zadyszkę. Spojrzałam na nagie stópki Pani, stojące kilka centymetrów od mojej twarzy. Podniosłam się z dywanu i delikatnie pracując języczkiem, próbowałam podziękować za właśnie co przeżyte uniesienie. Pani w tym czasie ponownie nasmarowała wibrator. Tym razem wycelowała w wyeksponowany w mojej aktualnej pozycji odbyt. Nie chciał zrazu wpuścić, ale Pani była cierpliwa, zręczna i delikatna.
– Sunie mają ogonki. Ty też będziesz mieć.
Po włożeniu około połowy wibratorka, ponownie włączyła baterię. Uczucie było początkowo nieprzyjemne, jednak cierpliwie czekałam, ufna w mądrość Pani. Wkrótce przez mój grzbiet zaczęły spływać dreszcze rozkoszy. Przestałam oblizywać paluszki stóp Pani, gdyż rozpraszał mnie natłok nowych wrażeń. Nie trwało to dłużej jak dziesięć minut, jak wstrząsnął mną kolejny huragan rozkoszy. Odpłynęłam w sen, niezdolna już przyjąć dzisiaj żadnych doznań.
Obudziłam się, kiedy jeszcze zmierzchało. Pani taszczyła coś z mojego pokoju. Okazało się, że był to materac zdjęty z mojego łóżka. Ułożyła go na podłodze przy swoim łóżku. Pani była ubrana w czarną koszulę nocną. Wyglądała bosko. Delikatne światło wieczornego nieba wpadało przez odsłonięte okno i odbijało się od gładkich, równiutko opalonych nóżek Pani. Usiadła na brzegu łóżka i oparła dłonie o kolana.
– Jak się mojej suni podoba jej nowe posłanie?
Podeszłam do niej i delikatnie zaczęłam lizać grzbiet jej dłoni. Nie podnosząc głowy wiedziałam, że się uśmiecha. Przesunęłam lekko w bok głowę i oprócz palców dłoni lizałam z boku jej kolanko. Następnie zeszłam niżej. Dzisiaj zasłużyłam sobie na luksus takiej zuchwałości. Zresztą mej ukochanej, mej Pani, się to podobało. Opadła plecami na łóżko i zaczęła cichutko mruczeć. Powróciłam języczkiem na kolanko i zaczęłam, minuta za minutą, powolną migrację po udzie w kierunku centrum wszechświata. Ręką odrzuciłam brzeg koronkowo wykończonej koszulki nocnej. Nagie łono Pani pachniało delikatnie piżmem i jeszcze kosmetykami. Chłonęłam jej woń, jak zapach egzotycznych kwiatów. Czulam policzkiem żar jej podbrzusza. Jej nierówny i chrapliwy oddech podpowiadał mi, że nie tylko ja czerpię z tego przyjemność. Delikatnie przesunęłam języczkiem po jej wargach. Srom znaczy tyle, co wstyd. Ale tu nie było się czego wstydzić. To wszystko było jak modlitwa. W pełnym skupieniu, żarliwa. Modlitwa o spełnienie. To nijak miało się do naszej wczorajszej i dzisiejszej gry w dominację. Teraz , to ja układałam niezwykłego pasjansa. Ja decydowałam, którą kartę odkryję teraz, gdzie moje usta wylądują za chwilę. Przy każdym zetknięciu moich ust z jej skórą miałam wrażenie, że przekłuwam balon. Tak, tak właśnie było. To pękał kolejny nabrzmiały balon podniecenia Ewy. Wiedziałam, że jest całkowicie zamroczona, a jednocześnie świadoma każdego skrawka swej skóry. Brnęłam nadal podjętym kursem, dumna jak „Titanic”. Ale to nie ja miałam utonąć. To ja byłam niewzruszona jak góra jodowa, a Ewa otwierała się na ciemne wody Atlantyku. Rozdarta jak kadłub liniowca. Smakowałam się w jej sokach. Spijałam je wszystkie, ale wciąż napływały nowe.
Ciszę nocy przerwał krzyk rannego zwierza. To Ewa szczytowała czwarty raz pod rząd. Oparła dłoń o moje czoło i stopniowo odpychała moją głowę w miarę jak odzyskiwała siły. Ja wycofałam się stopniowo w noc, przesuwając moje pocałunki tam, gdzie zaczęłam podróż – na kolanko. Ewa płakała na głos. Nie łkała, tylko ryczała nie tłumiąc swego głosu. Autentycznie i szczerze płakała z bólu. Wiedziałam, że to przeze mnie. Doprowadziłam ją do stamu, gdzie nie ma już przyjemności. Jest zatracenie rozrywające duszę. To było słychać w jej głosie. To ja tutaj grałam pierwsze skrzypce, a Ewa została pokonana. Usiadła powoli i odgarnęła moje włosy z karku. Czuły pocałunek w kącik pomiędzy obrożę i żuchwę spłynął dreszczem po mych plecach. To był elektryczny ładunek miłości. Czułam to. Po trzech sekundach, jakby wahania, wydała z siebie szept. Słowa wypowiedziane były nieco przez nos, gdyż wciąż mokre łzy Ewy były bardzo obfite.
– Dziękuję. – Powiedziała i westchnęła. – To było… Pożałujesz tego.
Po tym zaskakującym zakończeniu podciągnęła nogi i wczołgała się pod kołderkę. Ja powoli zaczynałam rozumieć. Nie spodziewała się takiej rozkoszy. Teraz jest zagubiona i zmęczona, ale rano będzie znowu Panią. Uzna zapewne tą noc, jako atak. To przecież ona jest dominą. Mogę się spodziewać srogiej kary. Ocknęłam się całkowicie. Wyjęłam wciąż tkwiący w moim odbycie wibratorek i odrzuciłam w kąt. To wszystko było dziwne. Poczułam się ponownie zmęczona. Owinęłam się kocykiem, poczłapałam do łazienki. Spojrzałam na odbicie w lustrze plasterków na moich sutkach. Mechanicznie zmieniłam wszystkie opatrunki, gdy nie mogłam na niczym skupić myśli. Ponownie zawinęłam się w kocyk i ułożyłam się na swoim materacu.
Jutro pokaże wszystko.

Podziel się z namiswoją opinią
0Fajne!0Świetne!0Haha0Wow

0 Comment

Leave a comment