Udostępnij

Obudziły ją złe przeczucia. Bez wahania wsiadła do taksówki i przyjechała. Przestraszony kot zamiauczał pod drzwiami, kiedy tylko usłyszał klucz przekręcany w zamku. Grigorija znalazła na podłodze w łazience. Leżał, zwinięty w nieprawdopodobny kłębek i skomlał z bólu. Po chwili skamieniałej paniki, kiedy stała w drzwiach i patrzyła szeroko otwartymi oczyma, zrzuciła płaszcz i uklękła przy nim. Nieporadnie głaskała szorstką twarz, zajrzała do niewidzących oczu, zarejestrowała rozbitą skórę na czole, którym uderzał w podłogę, nie dostrzegając jej obecności. Objęła go, zaczęła głaskać czarne, spocone włosy, szeptała uspokajająco.
– Greg… Greg… już dobrze… jestem…

To było jak westchnienie ulgi we wrzeszczącym ciele. Ktoś go obejmował, czyjeś palce wplatały się w jego włosy, ktoś oddawał mu swoje ciepło, ktoś szeptał do niego takim cudownym, miękkim głosem, ktoś podtrzymał linę na której wisiał. Chciał się odwrócić, ale zmęczone bólem ciało nie miało siły zareagować

Czarna otchłań zdawała się zmieniać kolor. Otworzył zmęczone oczy, przez chwilę tańczyły przed nim mgła i chmury. Po dłuższej chwili dostrzegł biel mankietów czyjejś koszuli. Kurczowo złapał się tej nici, tych słów, tego ciepła, tego głosu. Wyciągnął ręce i z całą mocą wtulił się w tą biel , w to ciało nią okryte, które stało się nagle oddechem ulgi.

Pomogła mu sie podnieść. Zachwiał się i oparł o nią całym ciężarem, podtrzymała go uparcie i pozwoliła na przebycie tych kilku metrów dzielących ich od sypialni. Posadziła go na łóżku. Patrzył na nią spod przymkniętych powiek. Była świadkiem jak rozłożył się na łopatki. W pierwszym odruchu chciał ją wypędzić. Nikomu nie pozwalał na ten widok. Ale nie miał siły, żeby zostać z tym samemu. Wszystko co bliskie i dobre – stracił już dawno. Tracił wiele razy. Stracił nogę, dwa razy umierał na raka, odebrano mu prawo do wykonywania zawodu, musiał spłacać niebotyczne długi, był sądzony za morderstwo… Był silny dzięki wewnętrznej szkole życiowego przetrwania. Jedynie w oczach pozostała trudna do odgadnięcia rysa. I ciernista dusz schowana za kilometrami zasieków i murów obronnych. Miał już serdecznie dość starego przyjaciela Hortona. On jak kula ognia potrafił niszczyć te zasieki.

Julia patrzyła mu w oczy, te, które zawsze płonęły cynizmem, ironią i odsłaniały pustkę kiedy nie radził sobie z bólem. Ale dzisiaj zobaczyła co jest za pustką. W środku skomlał kosmaty zwierzak zbolałej duszy, bez prawej łapy, z paskudną blizną na brzuchu i oparzeniem na łokciu. Leżał na ciemnych, zielonych kafelkach i wył z bólu. Bezbronny i przerażony. Położyła go do łóżka, rozebrała, zdjęła protezę i opatuliła kołdrą. Dochodził do siebie szybciej niż przypuszczała. Pozwolił na to, by po prostu była gdzieś w bliżej nieokreślonym „obok”. Siedziała na fotelu przy biurku i obserwował go. Dopiero kiedy zasnął, zabrała Moskwę i udała się do pokoju obok, żeby spędzić noc na kanapie.

Miała piękny sen.. Taki… rozkoszny… Ona i on…. Leżeli razem, ciasno przytuleni, czuła na sobie jego gorące ręce, w nozdrzach wspaniały, męski zapach, mchu, sandałowca i piżma… Taki spokój ją ogarnął, taka błogość… Nareszcie miała go dla siebie, cały był jej, tylko jej… Poddawała się jego delikatnym pocałunkom, jego rękom na jej piersiach, błądzącym jakby od niechcenia, jego subtelnym pieszczotom … Odpowiadała mu tym samym, szukała jego ust, jego całego… Tak bardzo za tym tęskniła…. Tętno coraz bardziej przyspieszało… ręka sama wślizgnęła się pod jego t shirt, opuszkami palców tworzyła rysunki na jego piersiach, podbrzuszu, było jej tak przyjemnie… Powoli, zmysłowo, powędrowała niżej, znalazła… Och…. Tak…. Czekał na nią… Oddech co raz szybszy…. co raz śmielej, co raz odważniej, chciała… Objęła placami rozgrzaną główkę, potem całego członka… Grigorij zamruczał z zadowoleniem…
Zaczęło do niej docierać, że to chyba jednak nie sen. Naprawdę leżała przytulona do niego, naprawdę tulił ją do siebie, naprawdę jego ręce pieściły ją rozkosznie, a jej ręka… ?
Co ona robi?! To nie sen, to się dzieje naprawdę… Chciała cofnąć rękę, ale poczuła tylko jak on przykrył ją swoją dłonią, wręcz ponaglił i wymamrotał niecierpliwie przez zaciśnięte zęby:
– Nie przerywaj, nie możesz… O tak…

Jeszcze chciała się odsunąć, ale parzący oddech błądzący po jej szyi, ręce wędrujące w najbardziej intymnych miejscach… poddawała się temu bezwolnie, nie miała wpływu na własne odczucia, na własne ciało… Porywała ją fala doznań, na jakie czekała, o jakich marzyła, o jakich śniła po nocach… Rozsunął jej uda, chwycił łapczywie za biodra, przygarnął do siebie jeszcze bliżej, i jeszcze…
– Chcę być w tobie… Teraz… Proszę… – łapiąc ciężko oddech, szeptał prosto w jej usta.
Wplotła palce w jego włosy i przywarła ustami do jego szyi. Fala gorąca ją obezwładniła, nie myślała już o niczym, otworzyła się na niego… Wypełnił ją sobą gwałtownie, zachłannie… O tak, tak… Jeszcze…

– Hej, śpiąca, królewno. – obudził ją głaszcząc kciukiem łuk brwiowy. Otworzyła oczy patrząc na niego z przerażeniem. Siedział obok kanapy.
– Co jest? – zapytał ze zdziwieniem. – Zły sen?
– Nie. – szepnęła przecierając oczy. – Wyglądasz koszmarnie. – stwierdziła patrząc na jego twarz.
– A myślałem, że na mnie lecisz. – skrzywił się i podniósł. – Co chcesz na śniadanie?
– Cokolwiek. – odpowiedziała siadając.

Rano wyglądał i tak lepiej, niż w nocy. Broda wróciła do normalnej czterodniowej długości, niedźwiedzie futro robiło co chciało,w ciemnych oczach błyszczała inteligencja i płonął cynizm. Mimo 47 lat wyglądał na nie więcej niż 40. Szczupły, krępy i wysportowany. Od pierwszego spotkania podziwiała jego upór. Upór, który pozwolił mu pójść w Himalaje, z niewygodną, raniącą protezą, podnosić sie po każdym upadku i odbijać od dna. I który niemiłosiernie irytował. Ten upór pomagał w codziennym życiu, mimo bólu głowy, fantomów, starej kontuzji pleców i gruzów dawnej świetności. Krótki rękaw podkoszulka, w którym spał pozwała jej zobaczyć tatuaż na prawym przedramieniu i oparzenie na lewym łokciu. I słowo VICTORY – zwycięstwo. Bała się kiedyś tych płonących, ciemnych oczu, szyderczego grymasu na twarzy. Potargana i tłusta, czarna czupryna, niechlujna broda, budziły sprzeciw i obrzydzenie. Miał szerokie bary, jakby przez lata pracował fizycznie, chodził utykając i ubierał się jak kloszard, w długi czarny płaszcz i wytarte dżinsy. A ona była drobną i bezbronną dziewczyną z dobrego domu. Młodą i smutną wdową. Grzecznie wstała i podreptała za nim.

– Chyba mi odbiło. – mruknął otwierając lodówkę. Owszem, ciągle wyobrażał sobie, jakby to było, chciał tego, ale… Zaskoczyła go, cholera! To nie on kontrolował sytuację. Przytulić i poobmacywać to jedno… Zanim się zorientował, jej ręce były wszędzie, takie ciekawskie, taki zachłanne, takie… Matko Bogów!… Było nad czym myśleć…
– Mogę wziąć prysznic? – Julia zajrzała do kuchni. O mało nie podskoczył.
– Taaa. – rzucił jedyną odpowiedź na jaką było go stać. – Ale łapy precz od mojego żelu pod prysznic. Only for men. – zastrzegł.
– Gdybyś zapomniał, mam własny. – westchnęła i wyszła.

„Jest naturalna.”- pomyślał kiedy zniknęła za drzwiami do łazienki. „Delikatna twarz, pięknie wyrzeźbione łuki brwiowe. Wdzięk ukryty w subtelnym rysie kości policzkowych, w ustach… Piękna szyja i dłonie.”
– Chyba posuwam się za daleko. – mruknął sam do siebie. – Ba! Już się posunąłem!
„Ale nic nie może być doskonałe” – warknął w myślach przywołując jej obraz – „Na oko B. Jakby życie było zbyt piękne… Cytrynki… I, na Boga, ile ona ma niedowagi? Dziesięć kilo?… Chuda kobieta z małymi cyckami! Drobne, kruchutkie, delikatne… Po prostu kochane…”
– Jeśli z sytuacji nie ma wyjścia drzwiami, można uciec oknem. – stwierdził z przekonaniem przekładając pieczywo na talerz.
– Od czego chcesz uciec? – zapytała krzyżując ręce na piersiach i marszcząc brwi. Spojrzała nad nią niechętnie.
– Jakbym nie miał od czego uciekać. – warknął stawiając przed kotką miseczkę z jedzeniem.
– Dekapitacja nie jest najlepszym pomysłem. – usiadła na barowym stołku obserwując go czujnie. Jej ciało pachniało intensywnie brzoskwiniowym żelem pod prysznic. Patrzył na nią głaszcząc swojego kota. Wyglądała na starszą niż była w rzeczywistości. Zastanawiał się kiedyś, czy to ogólna powaga jej charakteru, czy sprawa przeżyć lub ubioru. Ubierała się praktycznie i funkcjonalnie, ale jednak… kobieco? Leciutki, niemal niedostrzegalny makijaż podkreślał tylko naturalne piękno jej twarzy. Nie musiała niczego tuszować. I jej oczy. Ciepłe oczy przyjaciółki. Oczy kobiety, nie dziewczyny. W jej brązowych włosach światła odbijało się kasztanowymi refleksami…
– Dobrze spałaś? – zapytał zaczepnie.
– Twoja kanapa jest bardzo wygodna. – odpowiedziała bez mrugnięcia okiem. Postawił przed nią filiżankę z kawą i usiadł obok.
– Jak tak wracasz rano do domu… – zaczął. – To co mówisz rodzinie? Że gdzie się szlajałaś całą noc?
– Zwalam to na wolontariat. – posmarowała bułkę dżemem. – Przykładowo na lumbago pani Turawiczowej.
– Pani Turawiczowa nie ma lumbago. – mruknął wsypując cukier do swojej kawy.
– Jeśli się upierasz mogę powiedzieć, że chodzę do kochanka. – prychnęła.
– O, to coś nowego! Znam go? – zadrwił.

I ten osobnik śnił się jej po nocach, w charakterze owego kochanka, od trzech lat?! Spojrzała na niego krytycznie. Zarost, niechlujne włosy, duży, garbaty nos, dołeczki w policzkach i szyderczy uśmiech. Uśmiechał się kpiąco, bezczelnie i lubieżnie, czasem jakby chciał ugryźć. Czasem ten uśmiech był ciepły i nieśmiały. I wtedy podobał jej się najbardziej. Nie lubiła mężczyzn z zarostem. Poza jednym. Broda Grigorija , była kilkudniowym czarnym porostem. Z taką brodą ludzie wyobrażali sobie bandytów lub bezdomnych. Utrzymywał ją w stałej długości jakimś niezwykłym sposobem. Mimo całej sympatii długo wątpiła, czy mógłby używać przedmiotów tak… innych, jak golarka z ustawianą głębokością golenia. Co by się wtedy stało z jego imagem? Dwadzieścia lat różnicy i był jej najlepszym przyjacielem. Różnicę wieku zacierał fakt, że nie siwiał, na co zawsze pomstował, i wyglądał na niecałą czterdziestkę. Ale to też tylko z powodu brody. Greg nosił brodę, bo nienawidził się golić. Uśmiechnęła się w myślach patrząc na muskularny tors, brzuch i ramiona okryte cienkim, czarnym materiałem – jej rówieśnicy, z mężem na czele, nie prezentowali się w ten sposób. Na pewno nie był piękny, ale za to charakterystyczny i całkiem przystojny.

– Wyrosło mi trzecie ucho, że się tak przyglądasz?! – warknął. Dziwne, dlaczego właściwie się złościł? Przecież głowa już go nie bolała. Lodówka była pełna, Julia siedziała blisko… I pachniała oszałamiająco… Co zrobić… Lubił brzoskwinie.
– Wiesz, dlaczego kobiecość jest przyrównywana do brzoskwini? – wtulił twarz w jej włosy. – Bo lizanie mięsistej skórki jest niczym doprowadzanie kobiety na szczyt za pomocą ust. Pomyśl o tym – mówił powoli, tym ciemnym męskim głosem, prawie jakby chciał wprowadzić ją w trans. – Tak delikatny smak na języku. – poczuła jak liznął jej ucho. – Doskonała, miękka skórka… – wargi zjechały niżej pieszcząc delikatną skórę karku. – Ten boski sok na twoich ustach… spływający po brodzie… – przesunął szorstkim policzkiem bo jej szyj, aż przeszły ją dreszcze. – A gdy już zjesz brzoskwinię, wciąż dotykasz ust palcami i zlizujesz smak, który zapamiętały wargi… – obsypał pocałunkami jej barki. Nagle chwycił ją w tali i przywarł ustami do jej ust. Bez zbędnych ceregieli podniósł ją i posadził na szafkach, nie pozwalając się wyrwać. Podniósł jej ręce i ściągnął bluzkę. Jego gorące dłonie szybko odnalazły małe, jędrne piersi.

Julia była oszołomiona. Nie wiedziała co się dzieje. Czuła tylko jego usta, jego dłonie błądzące po jej ciele. Była w tym jakaś dzikość i gwałtowność tłumiona zbyt długo. Oderwał się od jej warg, chciała, żeby znowu ją całował, ale on miał na ten temat inne zdanie. Podwinął jej spódnicę, ściągnął majtki i poczuła jego usta na swoich udach. Były coraz wyżej, aż w końcu zatopiły się w jej miękkości. Jej ciało przeszedł gwałtowny dreszcz…Język okrążał twardy guziczek łechtaczki, przechodziły ją dreszcze, mięśnie kurczyły się pół boleśnie – pół przyjemnie, po kręgosłupie biegł prąd… Mocno trzymał jej biodra, spijał soki, badał reakcje i wsłuchiwał się w ciało. Palce odnalazły ciasne gniazdko i zaczęły pobudzać mięśnie pochwy. Z jej ust wydobył się kolejny, głośniejszy już jęk. Pieszczota była długa i wyrafinowana. Grigorij czuł jak jej uda zaciskają się coraz bardziej na jego głowie. W końcu jej ciało przeszyła fala rozkoszy, biodra poszybowały w górę, a z gardła wydobył się przeciągły jęk. Płuca jeszcze przez chwilę łapały z trudem oddech.
Patrzył na nią triumfalnie. Oczy miała nadal zamknięte. Jej policzki i dekolt płonęły czerwoną barwą. Włosy przykleiły się jej do twarzy, a oddech był znacznie przyspieszony. Od dawna marzył o takim widoku…
– Od tego właśnie chciałem uciec… ale już nie chcę. – powiedział.
Julia powoli dochodziła do siebie. Oczy nadal miała zamknięte. Bała się je otworzyć. Bała się spojrzeć mu w oczy. W jej głowie rozpętała się prawdziwa burza sprzecznych uczuć. Złość i zaskoczenie mieszały się z błogim uczuciem spełnienia. Nie miała pojęcia jak ma się zachować. „To tylko sen.” – powtarzała w myślach jak mantrę. „Tylko sen.”
Powoli wstała, poprawiając spódnicę. Unikała jego spojrzenia. Wolała liczyć kafelki na podłodze. Jej wzrok zatrzymał się na czerwonych koronkowych majteczkach, leżących tuż koło nogi od łóżka. Jej twarz oblała się rumieńcem. Nie uszło to uwadze Grigorija. Stał obok i uśmiechał się zadowolony z siebie.
– Czerwienisz się jak pensjonarka – nie mógł powstrzymać się od komentarza.
– Greg, masz zakaz zbliżania się do mnie na 5 metrów – w końcu udało jej się wykrztusić.
– A jeśli się nie zastosuje? –zapytał uśmiechając się szerzej.
Szybko wciągnęła na siebie osłonę z bluzki.
– Czym mam rozumieć, że nie podobało ci się ani trochę? – drwił z niej – Wiesz…może trzeba popracować nad techniką, poznać wzajemne upodobania…nie wszystko tak od razu…możemy spróbować na przykład… – jego uśmiech stawał się coraz bardziej lubieżny.
– Grigorij! Nie waż się do mnie zbliżać, nie waż się do mnie mówić! Nawet na mnie patrzeć się nie waż!
– Julio, przewrotna kobieto! Dlaczego mam wrażenie, że u ciebie wszystko jest na opak?
Patrzyła na niego groźnie. Najgorsze było to, że ten sukinsyn miał rację! Kiedy mówiła, żeby się nie zbliżał, marzyła, żeby zrobił to jeszcze raz… i jeszcze…i nieskończenie wiele razy…
– Rano ci się podobało… – uśmiechnął się łobuzersko. Odwróciła się do niego błyskawicznie.
– Jakie rano? – zaschło jej w ustach.
– Na kanapie. – wyjaśnił podchodząc bliżej. – Byłaś taka milutka, że niemal, nie czuję się wykorzystany.
– To ty mnie dotykałeś. – stwierdziła czując rosnące przerażenie.
– Tak, potem… Po tym jak przytuliłaś się do mnie, zaczęłaś głaskać, prawie rozebrałaś… No, może trochę ci pomogłem.
– Grigorij, ja spałam!
– Kiedy rozpinałaś moje spodnie też spałaś? – zaśmiał się.
– Przecież chciałam zabrać ręce… – szepnęła.
– Żebym cię błagał?! – naskoczył na nią agresywnie.
W oczach kobiety zaszkliły się łzy. Cała jego wściekłość uciekła gdzie pieprz rośnie.
– Julio, dobrze, spokojnie… – niepewnie gładził jej ramiona. – Nie płacz, proszę. takie rzeczy się zdarzają.
– Jak rzeczy się zdarzają?! – wybuchnęła. – Często ci pomagam, a ty w ramach podziękowań przelatujesz mnie na kanapie?!
– Gwoli ścisłości. Ty mnie przeleciałaś. Ściślejszej ścisłości. Drugi raz. – spojrzała na nią z wyrzutem.
– Ja… – zaczęła.
– Jesienią, dwa lata temu.
– Jesteś stuknięty. – stwierdziła twardo.
– Ale to się nie rozprzestrzenia wirusowo. – Grigorij znów się uśmiechnął. – Widzisz, moja trzeźwość, nie ma nic wspólnego z procesem zapamiętywania.

Boże. Uciekła wzrokiem. Dobrze wiedziała o czym mówił. Znalazła go wtedy pod jakimś barem, bo wracała od jednej ze starszych pań, którymi opiekowała się w ramach wolontariatu, i przywiozła do domu swoim samochodem. Był kompletnie pijany. Rozebrała więc, to siedem nieszczęść i położyła do łóżka… Ale wyglądał tak niesamowicie seksownie… Instynkt wziął górę, nie pamiętała kiedy ostatnio miała ochotę na zbliżenie… „Jak było?” – Zapytałaby każda dobra przyjaciółka. – „Koszmarnie”… Zasnął zanim skończyli, pozostawiając ją samą, niesytą i spragniona dotyku… Ale najgorszy był fakt, że to nadal był najlepszy seks w jej życiu.

Pstryknął palcami tuż przed jej oczyma, by przywrócić dziewczynę do przytomności. Spojrzała na niego gniewnie.
– Mam coś dla ciebie. – powiedział cicho i poszedł do przedpokoju. Kiedy wrócił na jego dłoni leżała mała paczkę owiniętą w zielony papier. Spojrzała na niego uważnie.
– Prezent. – wyjaśnił. Przez chwilę patrzył na jej piękną twarz. Podszedł powoli, kołysząc się lekko i stanął kilka centymetrów przed nią. Sprawiał wrażenie całkowicie rozluźnionego i gdyby nie znała go tak dobrze, nie dostrzegłaby cienia napięcia widocznego w przelotnym spojrzeniu, jakie jej rzucił. Otworzyła. W środku był zegarek na łańcuszku, z białego i czarnego złota, czarna tarcza ozdobiona gwiazdą z diamentów. Otaczały ją kolory kart do gry, leżące naprzemianlegle, każda figura powtarzała się dwa razy. Zaschło jej w ustach.
– Nie mogłem przejść obok niego obojętnie. – wyjaśnił uśmiechając się nieśmiało. Dotknął palcami jej policzka, przesunął nimi po skroniach, łukach brwiowych, ustach. Delikatnie pocałował w czoło na linii ciemnych włosów…
– Tak na serio, to nie mam nic przeciwko molestowaniu.
– Nie mam do ciebie siły. – westchnęła poddając się. Zabrał jej z rąk zegarek i zapiął łańcuszek na szyj, gładząc przy okazji delikatną skórę. Przeszedł ją dreszcz.
– Lumbago pani Turawiczowej jest bardzo poważne?
– Powiedz, że to sen. – poprosiła.
– Nie tym razem.

Kiedy przejechał językiem po jej dolnej wardze, poznając jej smak, poczuł na swojej klatce piersiowej jej dłoń i przygotowany na odepchniecie, rzucając wszystko na jedno kartę, pogłębił pocałunek, gwałtownie i nie znosząc sprzeciwu. Kiedy poczuł jak otwiera się na niego uległa i wychodzi mu naprzeciw, ogarnęło go poczucie niewysłowionej ulgi. Musnął dłońmi jej ramiona, chwycił za łokcie, podniósł, tą drobną, chudą kobietę i w kilku krokach przebyli drogę do kanapy. Grigorij wciągnął ją na kolana. Odgarnął jej włosy i pocałował w szyję. Oddawała się bezwolnie, błądząc rękoma po jego plecach. Westchnęła kiedy zacisnął zęby na jej karku. Na chwilę oderwał się i poczuła gorący oddech na swoim uchu.
– Mówisz, że już nie chcesz od tego uciec? – wyszeptała odrywając się od niego.
– Pewne rzeczy trzeba brać takie, jakie są. – stwierdził filozoficznie i ściągnął jej bluzkę po raz drugi tego poranka. Przesunął ręce na jej plecy poznając fakturę skóry. Jego dłonie przesunęły się po kręgosłupie. Ten dotyk sprawił, ze cały świat wokół Julii zawirował. Zdusił ustami jej krzyk. Cokolwiek jej zrobił, straciła grunt pod nogami. Straciła go też dosłownie, bo właśnie podniósł ją jak piórko i zaniósł na łóżko. Zebrała się w sobie i ściągnęła mu tshirt. Westchnęła z rozkoszą kiedy wreszcie dotknęła jego ciała. Gorące, twarde, jej… Przesunęła dłonią po piersi, dotknęła ustami mostka. Sama przełożyła jego dłonie na swoje piersi. Mruknął z zadowoleniem i wtulił twarz w jej włosy. Siła odczuć, jakie dawały jego dłonie, była zbyt wielka. Czuła jak w dole brzucha rozpala się ogień, pulsujący w bolesnym oczekiwaniu, i ogarniający całe jej ciało. Delikatnie tulił i muskał ją czubkami palców. Z ust kobiety wydobywał sie kolejne ciche westchnienia. Prawą dłonią zjechał wolniutko w dół, rozpiął spódnicę i pomagając sobie drugą ręką zsunął z niej zdecydowanym ruchem. Próbował po kolei jak smakuje. Jego usta znaczyły drogę biegnącą od jej pięknej, królewskiej szyi, aż po zagłębienie miedzy piersiami. Chciał znacznie więcej. Przesunął policzkiem po brzuchu drażniąc i łaskocząc. Delikatne muśnięcia ust otoczyły pępek i wyznaczyły drogę w dół, po linii włosów. rozsunął jej nogi i pogłaskał muszelkę. Była przyjemnie wilgotna. Dotyk nagiej, gładkiej i rozpalonej skóry niósł spokój i ukojenie. Słyszała jego tętno, na udzie czuła mocny ucisk członka. Przesunęła ustami po jego obojczyku, mostku i sutkach. Ciche pomruki aprobaty dodały jej odwagi. Przytuliła policzek do poszarpanej, dużej blizny na jego brzuchu. Pod nieelastyczną powierzchnią zrostów i aksamitną skórą kryły się twarde mięśnie. Zimny powiew jej oddechu sprawił, że dostał gęsiej skórki. Przejechała dłonią po jego udzie, zanim nie zatrzymała się na kroczu, wyczuła dużą wypukłość. Rozpięła guzik dżinsów, spod grubego materiału wyjrzała purpurowa główka, spragniona swojej porcji dotyku. Złożyła na niej nieśmiały pocałunek. Miała wrażenie jakby w tym, najbardziej intymnym miejscu najmocniej czuła zapach piżma, mchu i sandałowca.

– Cześć, zwierzaku. – szepnęła ogrzewając go oddechem.
Odnalazła suwak i uwolniła go z klatki spodni, członek wyprężył się dumnie. Przesunęła czubkami palców po pomarszczonych kulach jąder. Zarumieniona podniosłą głowę i spojrzała mu w oczy. Płonęły pożądaniem, mogła zatonąć w samych ich mroku. Od tego spojrzenia znów stwardniały jej sutki. Odwróciła się zawstydzona. Drugi raz pocałowała śliwkę, objęła ją ustami i obrysowała językiem. Smukłe palce otoczyły członek i ściągnęły skórkę. Nie mogła się nadziwić jej delikatności. Opuszki czuły każdą żyłkę. Przesunęła językiem po wędzidełku, mężczyzna wyprężył się i westchnął. Żeby jej nie spłoszyć zacisnął pięści i poddał się słodkim torturom. Przeniosła ręce na jego uda, żeby zsunąć spodnie.
– Julio… – zamruczał ostrzegawczo.
– Pozwól mi. – poprosiła.
Grigorij usiadł, zobaczyła w jego oczach cień strachu i niechęci. Przysunęła się bliżej i przytuliła głowę do jego piersi, pogłaskał ją po policzku. Sięgnęła w dół jego brzucha i ścisnęła palcami członek. Jęknął cicho, sunęła dłonią w górę i w dół, a on znowu całował jej piersi i obejmował mocno w talii. Zamruczał niezadowolony kiedy zabrała rękę.
– Pomóż mi. – szepnęła gryząc go w ucho. Z wahaniem uniósł biodra, by mogła w końcu zdjąć jego dżinsy. Na prawym, znacznie szczuplejszym, chudym udzie, kołnierz utrzymywał metalowe szyny.
– Pod spodem. – powiedział cicho.
Znalazła tam paski z rzepami, które pozwolił jej odpiąć. Zawstydzony pomógł jej zdjąć protezę. Przez chwilę masowała udo podpatrzonym u niego ruchem. Z niewielkiego kikuta pod kolanem ściągnęła jeszcze żelową pończochę. Obserwował jej poczynania z niepewnością. Odłożyła protezę na podłogę. Sięgnął po kołdrę i okrył nią swoje nogi. Rozpłynął się kiedy znów dotknęła jego zwierzaka. Patrzyła na jego twarz, zamglone oczy, wsłuchiwała się w coraz szybszy oddech, pomruki i posapywania… Znów otoczyła go wargami i przesunęła językiem po wędzidełku. Pieszcząc go ustami przeniosła dłonie na jądra i zaczęła delikatnie masować je i uciskać. Grigorij był bliski wybuchu. Z ciemnym jękiem eksplodował na jej piersi. Kiedy po kilku chwilach odzyskał oddech i kontrolę nad swoim ciałem, usiadł i zlizał z niej całą śmietankę. Potem pocałował ją głęboko. Czuła gorzkawy, orzechowy smak jego spermy.

– Lubię twoje ręce. – powiedział po oderwaniu się od niej. Oparli sie o siebie czołami, otoczyły ją szerokie, męskie ramiona.
– Dzięki. – szepnął.
Julia uśmiechnęła się figlarnie i pocałowała go. Objęła go mocno i przytuliła się. Patrzył z czułością jak jej piersi unoszą się w rytmie oddechu. Palce głaskały włoski na jej łonie. Czuł jak drży pod wpływem jego pocałunków i dłoni poznających każdy centymetr jej cudownego ciała. Podświadomie szukała spełnienia. Jeśli nie będzie się z nią kochał tu i teraz chyba umrze… Jego dłoń przesuwała się po jej udzie, pieszcząc delikatnie cudownie kontrastującą z ciemną pościelą skórę. Dłoń kochanka. Zacisnęła uda w mimowolnym skurczu przyjemności i zdecydowanie wciągnęła go na siebie. Spragniona jego ust, całowała gwałtownie i zachłannie. Ogarniająca ich pasja, nabrała nowego, niespodziewanego charakteru. Pragnęła go, chciała się kochać. Nie raz. Nie dwa. Całe życie. Oderwał się, żeby złapać oddech. Miał tak płonące spojrzenie, że poczuła jak rumieni się pod jego wpływem.
– Ładne dziewczyny czują się zawsze nieszczęśliwe… Chyba, że są głupie. Nie zgłupiejesz jak cię uszczęśliwię? – uśmiechnął się kpiąco.

Jej prawa dłoń zacisnęła się na nim wlewając życie w sztywniejącego zwierzaka. Odnalazł ukryte pod kręconymi włoskami wejście. Grigorij podparł się rękoma i patrząc prosto w jej duszę wsunął się do środka. Członek wbił się w nią… wolno… delikatnie… głęboko… mocno… do bólu, który nie bolał, który wyzwalał… Wypuścił głośno powietrze z płuc pod wpływem uczucia rozkoszy jakie go przeszyło. Po kręgosłupie Julii przebiegły przyjemne dreszcze. Była gorąca, mokra i bardzo ciasna… i spragniona. Z głośnym jękiem oplotła go nogami. Poruszał się w niej rytmicznie, z pasją i pożądaniem, najpierw powoli, później nieco szybciej. Podobała się jej ta gorąca obecność rozpychająca zdecydowanie zaniedbaną norkę. Ręce kobiety błądziły w jego włosach, mrużyła oczy zatracając się w przyjemności… z ust wydobywały się pojękiwania. Jej biodra szybko dostosowały się do rytmu pchnięć, amortyzowała je i prężyła się pod nim jak zadowolona kotka. Badał jej odczucia zmieniając kąt i natężenie ruchów. Kołysali się w miłosnym uścisku… Początkowo dawkował jej przyjemność, potem sam zatopił się w płynącej z niej rozkoszy.
Nie sądziła, że będzie tak czuły i delikatny. Przesilenie narastało powoli, fala przyjemności unosiła ją coraz wyżej. Na czole i plecach czuł spływające kropelki potu. Kiedy jej ruchy stały się bardziej gwałtowne, niecierpliwe przyspieszył tempo. Wtuliła swoją głowę w jego ramiona, czując zbliżający się orgazm. Ugryzła go lekko w ramię, chcąc stłumić krzyk. Czuł jej mięśnie zaciskające się na swojej męskości. Była samym ogniem, płonęła w jego ramionach, po policzkach spłynęły łzy rozkoszy. Całował jej powieki, spił słone krople i przedłużał rozkosz nowymi pchnięciami. W końcu sam przestał myśleć i odnalazł ją na szczycie…

– To na pewno nie jest sen? – zapytała. Leżeli przytuleni w ciemnej, granatowej pościeli, w jego łóżku. Opierała plecy o jego tors, Grigorij obejmował ją w pasie i muskał brzuch koniuszkami palców.
– Nie. – mruknął i pocałował ją w ramię. – Trzeba jednak negocjować z tym lumbago.
– Grigorij…
– Mhhh?
– Jestem głodna. Jak dotąd śniadanie zjadł tylko kot…

Podziel się z namiswoją opinią
0Fajne!0Świetne!0Haha0Wow

0 Comment

Leave a comment